czwartek, 13 marca 2014

Leziwo, część druga

Leziwo nareszcie jest gotowe i mogę je zaprezentować szerszej publiczności. Drewniane elementy, czyli kluczkę i ławeczkę, wykonał pan Tadeusz M. z Głębokiego Brodu na podstawie dostarczonych przeze mnie zdjęć, grafik i opisu. Wzorowałem się na opisach zamieszczonych w książce J.J. Karpińskiego "Ślady dawnego bartnictwa puszczańskiego na terenie Białowieskiego Parku Narodowego", Kraków 1948. Kluczka wykonana jest z kawałka dębiny, niestety drewno nie było sezonowane i zaczęło lekko pękać; ten element po pierwszych próbach będzie wymagał wymiany. Ławeczka wykonana jest z drewna brzozowego, sezonowanego kilka lat. W weekend odbędą się pierwsze testy, jeśli upadki nie będą zbyt dotkliwe to na początku przyszłego tygodnia będzie można się spodziewać relacji z włażenia na drzewa za jego pomocą.


Leziwo w całej okazałości

Ławeczka wykonana z brzozy

Kluczka (albo koziołek) wykonana z gałęzi dębowej



wtorek, 11 marca 2014

Dębowe wzgórze

Trafiłem na to miejsce w zasadzie wcale nie przypadkowo, naprowadził mnie na nie pan Piotr Sz. z Posejneli, o którym wcześniej już wspominałem. Szukałem w okolicy nie tyle śladów bartnictwa, bo tego się już u nas nie znajdzie, ale starych uli kłodowych. Na "Dębowe Wzgórze" zajechaliśmy w końcu grudnia wraz z żoną Honoratą, córką Hanią i panem Sławomirem, do którego to miejsce należy. Niestety w tamtym dniu nie miałem z sobą aparatu. Postanowiłem wrócić tam przy najbliższej okazji i sprzyjającej pogodzie, aby uwiecznić na zdjęciach może już ostanie kłody z puszczy augustowskiej. Na posesji znajduje się obecnie 19 uli kłodowych, większość w dość zaawansowanym stadium rozkładu. Te, które były w lepszym stanie - jeśli dobrze pamiętam to było ich 6 sztuk - pan Sławomir oddał w połowie zeszłego roku do Muzeum Kurpiowskiego pod Nowogrodem Łomżyńskim. Dodam na marginesie, że znajdują się tam bogate zbiory dotyczące bartnictwa, a z terenów Kurpiowszczyzny do naszych czasów zachowały się też księgi sądów bartnych z XVII i XVIII wieku, będące bogatym źródłem wiedzy na temat życia i pracy bartników. 
Kłody są poustawiane w grupach po kilka sztuk, część z nich stoi samotnie w cieniu drzew. Wszystkie są zabezpieczone od góry kawałkiem blachy, jednak stojąc bezpośrednio na ziemi niszczeją od dołu. Jeśli chodzi o ich wykonanie, większość zrobiona jest w ten sam sposób: podłoże i głowa otworu bartnego rozchodzą się ukośnie ku plecom barci. Tylko jedna z zachowanych kłód posiada dodatkowe oko wykonane w sęku. W niektórych z nich widać jeszcze ślady woskowiny. Zapraszam do obejrzenia zdjęć.


















Dodatkowe oko dla pszczół zabite kołkiem.
Pozostałości po izolacji termicznej.

Zbliżenie na wnętrze jednej z kłód.




poniedziałek, 3 marca 2014

Dzianie barci

Weekend  w całości minął mi na dzianiu barci. W sobotę kończyliśmy z Danielem barć w dębie w okolicy Głębokiego Brodu. Do pracy w dębie nad Czarną Hańczą trzeba będzie jeszcze wrócić zanim zamieszka w nim pierwsza pszczela rodzina. Natomiast w niedziele udało nam się wykonać od początku do końca barć w sośnie.
Miejsce i drzewo obejrzeliśmy wraz z Pawłem i Danielem w sobotę tuż przed zmrokiem. Miejsce, o którym już wspominałem na blogu, znajduje się w odległości około 4 km na wschód od miejscowości Frącki. Do najbliższych zabudowań lub pól uprawnych jest również około 4 km. Na skraju wyrębu zostawiono kilka starych sosen (około 160-letnich) stanowiących tzw. kępę ekologiczną. W jednej z nich zlokalizowałem swoją barć. 

Na początek krótka informacja o wybranym drzewie. Rośnie ono na skraju wycinki, jest odsłonięte od południa i wschodu. Koronę ma gruszowatą, korę płytko spękaną. Pierwsze sęki znajdują się na wysokości ponad 12 m. Drzewo jest lekko pochylone na południowy wschód. Obwód na wysokości 1,3 m wynosi 215 cm.

Do pracy przystąpiliśmy wraz z Danielem o godzinie 8.30 rano, zaczynając oczywiście od rozstawienia i zabezpieczenia rusztowania. Kilka minut po 9.00 dołączył do nas Paweł i zabraliśmy się za właściwą robotę.

Rusztowanie gotowe do pracy. Sprzęt wraz z samochodem do jego transportowania został mi użyczony przez firmę Buk Konstrukcje z Augustowa www.bukkonstrukcje.pl

Komora bartna, którą wykonaliśmy zaczyna się na wysokości nieco ponad 6 m. Długa jest na 90 cm, szeroka na 10 cm  i głęboka na 28 cm. Właściwą pracę zaczynamy od wyznaczenie pionu i ścian barci za pomocą obciążonego sznurka przybitego do drzewa.

Wyznaczanie krawędzi zewnętrznych otworu bartnego.

Następnie wykonujemy podłużne nacięcia piłą spalinową na głębokość 25-26 cm. Kolejne cięcie wykonywane jest poprzecznie na spodzie barci, na głowie - czyli przy górnej krawędzi - oraz mniej wiecej na środku. Spód barci powinien być lekko skośny w stronę wyjścia, dlatego dolne cięcie należy wykonać pod niewielkim kątem.


Wycinanie spodu barci.

Kolejny krok to wyłamanie powstałych w wyniku cięć desek.

Otwór bartny po wyłamaniu ...


... desek.
 Po takim przygotowaniu można było przystąpić do poszerzenia otworu bartnego na boki za pomocą pieśni oraz do wygładzenia pleców barci cieślicą, czyli siekierką rurową.

Poszerzenie otworu bartnego za pomocą pieśni

Równanie pleców barci cieślicą.

Komora bartna zaczyna powoli nadawać się do zasiedlenia. Pozostaje jeszcze wykonać skos w górnej części barci, zwanej głową. Jest to naprawdę męczące, ponieważ trzeba operować pieśnią ważącą ponad 4 kg, trzymając ją ponad swoją głową.


Prawie skończona komora bartna.

Ostatnim elementem jest wykonanie zatworu, czyli grubej deski wpasowywanej w otwór bartny celem jego zamknięcia. Zatwór wykonujemy dwuczęściowy, w każdej części wycinając wloty dla pszczół. Górna cześć zostaje wpasowana i zostawiona w barci, dolna wstawiona do środka.


Wpasowanie zatworu wymaga precyzji i wytrwałości.

W tak zwanym międzyczasie z pośredniej platformy rusztowania wykonuję ciosno, czyli znamiono bartne. Jest to symbol, którym bartnik posługiwał się do oznakowania swoich barci.
 
Na wysokości około 3 m. znajduje się ciosno, czyli znamiono bartne

W pracy oprócz mnie uczestniczyli:
Paweł Płoński i Daniel Czapliński.
Chłopakom bardzo dziękuję za pomoc!


Jeśli chodzi o powyższą barć to praktycznie jest ona gotowa na przyjęcie pszczół. W maju wdrapię się na drzewo, aby wpasować dolną część zatworu oraz zaczepić fragment plastra z miodem na zachętę dla przyszłych gospodarzy. Do tego czasu mam nadzieję, że uda mi się opanować technikę włażenia na drzewo za pomocą leziwa oraz, że uda mi się wykonać jeszcze jedną czy 2 takich barci w okolicy.



 Barć powstała na terenie Nadleśnictwa Głęboki Bród, Leśnictwo Ostęp.


Rusztowanie i auto do jego transportu zostało użyczone w tym szczytnym celu przez firmę Buk Konstrukcje z Augustowa www.bukkonstrukcje.pl. W związku z czym składam serdeczne podziękowania dla pana Jana Bukłaho

poniedziałek, 24 lutego 2014

Leziwo część pierwsza


W poniedziałek 17.02.2014  przyszedł na świat mój syn Henryk Bonawentura Piłasiewicz. Dziecko zdrowe, żona czuje się dobrze. Jako ojciec dwójki dzieci powinienem znaleźć sobie - przynajmniej na razie - jakieś bardziej domowe zajęcie niż latanie z piłą po drzewach lub siedzenie w garażu na działce i dłubanie w kłodach. No i właśnie znalazłem zajęcie, które wymaga cierpliwości, wytrwałości i dokładności,  i które można wykonywać w domowym zaciszu: odtwarzanie leziwa.

Może najpierw kilka słów na temat: czym jest i do czego służy leziwo? Jest to podstawowe narzędzie bartnika służące do włażenia na drzewo i pracy przy barci. Charakterystyczne dla niemal całego obszaru występowania bartnictwa - od terenów na zachód od Odry po Wielką Ruś z wyjątkiem Baszkirii - tam wypracowano i stosowano nieco inny sposób dostawania się do barci, ale o tym może innym razem.

Leziwo zacząłem odtwarzać na podstawie opisów tych używanych na Kurpiach i w Puszczy Białowieskiej.  Jedyny mi znany zachowany egzemplarz muzealny znajduje się w Muzeum Etnograficznym w Warszawie na ulicy Kredytowej 1. Zdjęcie poniżej.




http://ethnomuseum.pl/blog/wp-content/uploads/2013/01/Leziwo-PME-8353-Bia%C5%82owie%C5%BCa-woj-podlaskie-wyk-Filimon-Waszkiewicz-Fot-E-Koprowski.jpg
Zdjęcie pochodzi ze strony  www.ethnomuseum.pl/blog/2013/01/16/res-museliae-leziwa-i-reaktywowane-bartnictwo/s



Leziwo składa się z leziwa 'właściwego' i leżja. Leżjo to lina o długości  4 metrów, z czego 3,2 m to podwójna lina średnicy 3 cm, a reszta przypada na linę pojedynczą o średnicy 1,5 cm. Leżjo służy jako stanowisko do zaczepienia liny leziwa po wdrapaniu się na drzewo. W moim przypadku jest ono wykonane  z lin konopnych. Lina podwójna zszyta jest na odcinku 2,6 m, więc na jej końcu powstaje pętla. Do pętli wszyję kawałek zaokrąglonej, wyżłobionej w środku gałęzi wiązowej, zwanej liską.

Leziwo natomiast to lina długa na 30 m, z czego 16 przypada na linę podwójną (zszytą) - tak zwany uzysk, zaś końcowe 14 m na linę pojedynczą, zwaną chobotem, zakończoną potrójnym węzłem. Lina podwójna jest to konopna lina o średnicy 1,5 cm, zszyta sznurkiem 4,5 mm. Szycie, a właściwie wiązanie, jest bardzo gęste, co 3 cm. Od wczoraj zszyłem około 4,5 m liny, zostało jeszcze 11,5 m. Na leziwo składa się jeszcze drewniana ławeczka, oraz kluczka, rodzaj knagi, na której wiąże się linę po opuszczeniu się na wysokość barci.

Poniżej kilka zdjęć z szycia.


Karton lin konopnych do wykonania leziwa, a w nim:
- 50 m Fi 15,
- 25 m Fi 10,
- 100 m Fi 4,5,
- 10 m Fi 3.
(Już widzę że niektórych będzie za mało.)




Zszywanie, a w zasadzie związywanie części podwójnej, wykonuję bardzo gęsto, co 2 sploty. Pozostałości sznurka, którym odbywa się szycie, wplatam w linę. Jedna z lin tworzących uzysk powinna mieć przeciwległy splot.

wtorek, 11 lutego 2014

Muzeum Ziemi Augustowskiej

Od dłuższego czasu korciło mnie, aby sprawdzić co z eksponatów związanych z bartnictwem ma w swoich zbiorach Muzeum Ziemi Augustowskiej. Ostatnio nadarzyła się ku temu dobra okazja, udałem się do muzeum, aby pokazać panu Wojciechowi B., który jest tam dyrektorem, swoją kolekcję pocztówek przedstawiających nasze miasto i okolice z czasów I wojny światowej. Wszystkie pocztówki były znane już panu Wojtkowi, więc moja wizyta nie wiele wniosła w przygotowywaną na lato wystawę. Miałem za to okazję do zapoznania się z eksponatami dotyczącymi bartnictwa. Z narzędzi do wykonywania barci znajduje się tam pieśnia, skobliczka, siekierka rurowa zwana ciesielicą oraz świdry. Jest kłoda bartna wykonana ze ściętej barci bez zachowanej dłużni oraz mała "kłoda wabik" służąca do łapania rojów. Najbardziej ucieszył mnie zachowany egzemplarz skobliczki - jest to skrobak w formie zaostrzonego od dołu pierścienia o średnicy 6-8 cm osadzonego na krótkiej rączce. Służył miedzy innymi do wygładzania wnętrza barci. Byłem przekonany, że jest to przyrząd charakterystyczny dla baszkirów i raczej nie używany na naszych terenach.   

Poniżej kilka zdjęć wraz z opisem niektórych eksponatów.




Kłoda bartna stanowiąca wyciętą barć. Eksponat stoi do góry nogami. Wskazuje na to lokalizacja bocznego wlotu dla pszczół, który zawsze umieszczany był na wysokości górnej części otworu bartnego oraz ułożenie wnętrza otworu bartnego: głowa (góra) jest płaski, a (nogi) podstawa jest spadzista do wewnątrz barci


Zbliżenie na dodatkowy wlot dla pszczół, widoczne przewężenie, zwane oczkasem, wykonane z 2 włożonych pod kątem deseczek


 Wabik na pszczoły


 Pieśnia

   Skobliczka oraz siekierka rurowa zwana też cieślicą


środa, 22 stycznia 2014

Wieszanie - teoria

Wszystko wskazuje na to, że na wiosnę będę miał 3 kłody do wciągnięcia na drzewo. Wybór miejsca nie stanowi większego problemu, mam już upatrzonych kilka drzew w sprzyjającej lokalizacji. Pozostaje problem: jak wciągnąć 200-kilogramowe kloce na wysokość 5-6 metrów? Plan jest prosty: wspinamy się na drzewo, montujemy bloczek, przeciągamy linę, wiążemy do auta i ruszamy. Za pomocą starego Ułazika swoje kłody zamontował pan Anatol. Sposób zdaję się być prosty i skuteczny, ale to się dopiero okaże. A jak sobie z tym zagadnieniem radzono kiedyś? Podczas mojej wizyty w Pietrykowie pierwszą rzeczą jaką pokazał nam tamtejszy bartnik było koło służące do wciągania barci na drzewa używane przez jego dziadka. Aby lepiej opisać jego budowę i działanie sięgnę do źródła. Poniższy cytat pochodzi z książki  Stefana Blank-Weissberga "Barcie i kłody w Polsce", wydanej w Warszawie w 1937 roku:
"Koło to średnicy przeszło metra, tym różni się od zwykłego koła używanego do wozów, że nie jest obite obręczą i, że jedna z jego piast jest znacznie bardziej wydłużona od drugiej. Pszczelarz, chcąc wciągnąć ul na drzewo, włazi na nie za pomocą leziwa lub drabiny (...) i usiadłszy na łaźbieniu (ławeczce stanowiącej część leziwa) wspiera oś koła, do którego dłuższej piasty przymocowana jest lina, na dwu rozgałęzionych konarach, względnie na ad hoc przygotowanym rusztowaniu. Pomocnik jego uwiązuje do drugiego końca liny kłodę i kieruje nią podczas wciągania. Kłoda wciągana jest w pozycji pionowej. Samo wciąganie odbywa się przy pomocy nawijania liny na piastę koła, obracając je rękami i nogami, którymi pszczelarz popycha jego szprychy".   


Pan Anatol prezentuje koło do wciągania kłód


Fotografia z książki Stefana Blank-Weissberga "Barcie i kłody w Polsce", Warszawa 1937

                   



niedziela, 19 stycznia 2014

Kłody pana Anatola

No i zima w końcu przyszła na Podlasie, od tygodnia w naszych okolicach zalega całkiem pokaźna warstwa śniegu. W ten weekend dłubania nie było, ale udało mi się odnaleźć w czeluściach mojego komputera filmiki nakręcone podczas wizyty u pana Anatola Ch. w Pietrykowie na Białorusi. Pan Anatol jest właścicielem sporej liczby kłód porozwieszanych w lasach po obu stronach Prypeci na wysokości miejscowości Pietrykowo w obwodzie Homelskim. Kłody, w których trzyma pszczoły, albo odziedziczył po ojcu, dostał od ludzi, kupił, albo po prostu znalazł w lesie, odrestaurował i następnie zawiesił. Łącznie ma ich ponad 50. Większość jego barci znajduje się na prawym brzegu Prypeci. Problem w tym, że od kilku lat obowiązuje zakaz pływania łodziami motorowymi Prypecią w okresie od kwietnia do maja, wprowadzony aby walczyć z kłusownictwem na rzece. Nie ważne, czy płyniesz z akumulatorem, sieciami czy dynamitem, czy musisz się dostać do swoich barci, aby je wyczyścić i posprzątać na wiosnę, zakaz obowiązuje wszystkich. Kilka kłód znajduje się w ogrodzie w bezpośrednim sąsiedztwie domu. Miejsce, w którym mieszka pan Anatol jest położone na skraju doliny, z altany w ogrodzie rozciąga się przepiękny widok na szeroką dolinę wielkiej, meandrującej rzeki.


Poniżej 2 filmiki, jeden nakręcony przy domu pana Anatola, drugi w lesie przy jego kłodach.