niedziela, 3 sierpnia 2014

Ostatnia kłoda bartna Puszczy Augustowskiej

Droga z Augustowa do Lipska została chyba wytyczona linijką, przez prawie 30 kilometrów nie ma żadnego zakrętu. Biegnie ona południowym skrajem Puszczy Augustowskiej praktycznie na całej długości przez lasy. Powiem szczerze, że w południowe rejony puszczy rzadko się zapuszczałem, a i szkoda, bo na południowym wschodzie znajduje się wiele ciekawych miejsc wartych odwiedzenia. Jeśli miniemy zjazd na Lipsk i pojedziemy dalej prosto w stronę granicy państwa, ze wzgórza, na który wspina się droga, zobaczymy na horyzoncie grodzieński kombinat i zarys bloków. Jeśli następnie po kilku kilometrach skręcimy w lewo przejedziemy przez wieś Bartniki. Śladów dawnej profesji, od której nazwę wzięła miejscowość, co prawda nie znajdziemy, ale usłyszymy jak z dumą mieszkańcy opowiadają, że w ich wioskę nigdy nie trafił żaden piorun, bo podobno wieś na źródłach leży. Jadąc dalej drogą na północ przejedziemy przez Leśne Bohatery, gdzie w lutym 1915 roku Niemcy, obsadziwszy puste okopy na przedpolu Twierdzy Grodno, zatrzymali w puszczy, a następnie wzięli do niewoli XX Korpus Rosyjski generała Bułhakowa. 
Następna wioseczka to Wołkuszek. Malownicza, piękna drewniana zabudowa i droga z kocich łbów, która tylko dodaje tej wsi uroku. Rośnie tam stara, ponad 200-letnia lipa, w której z jednego korzenia wyrastają jednakowej grubości trzy pnie. Lipa jest tak dziuplasta, że bywały lata że i 5 pszczelich rodzin w nich osiadało, wtedy to z okolicznych gniazd znikały bociany atakowane i zagryzane przez roje pszczół. W tym roku tylko jeden rój w niej osiadł. Pszczoły wchodzą przez wlot w starym sęku skierowanym prosto do góry. Jak przyjdzie jesień i z lipy opadną liście, deszcze niechybnie zaleją pszczołom gniazdo.
Od Wołkuszka zaczyna się zwarty kompleks leśny Puszczy Augustowskiej. Teraz, jadąc dalej, będziemy co jakiś czas mijać nie wsie a leśne osady,  połączone ze sobą polami. Pierwsza z takich osad to Lubinowo. Tam to od jednego z gospodarzy - pana Henryka D. - dostałem bardzo cenną informację: że nie daleko stąd wisi na drzewie kłoda taka, o jakich mu opowiadałem.

Na obejrzenie i - jeśli to możliwe - ściągnięcie kłody umówiłem się na19 lipca. Z Lubinowa ruszyliśmy leśnymi duktami w kierunku północno-wschodnim. Auto zostawiliśmy przy drodze w miejscu wskazanym przez mojego przewodnika i udaliśmy się w gęsty las pieszo. Po około 300 metrach od drogi, kiedy przez gęste krzaki zaczęła prześwitywać łąka, dotarliśmy na miejsce. Kłoda wisiała na mniej więcej 5 metrach nad ziemią, na sośnie, która niegdyś musiała rosnąć na skraju lasu, jednak z czasem wyrosły obok niej kolejne drzewa. Kłoda oparta była na gałęzi, przewiązana w dwóch miejscach niemieckim drutem kolczastym z okresu II wojny światowej. Na górze mocowanie pękło, co doprowadziło do przechylenia kłody. Drut wrósł już całkowicie w drzewo, tak że spod kory, tam gdzie ją okalał, wystawały tylko gdzieniegdzie końcówki kolców. Zatworu brak, musiał spaść wiele lat temu, bo w okolicy drzewa go również nie znaleźliśmy. Tylna cześć kłody, w miejscu gdzie stykała się ona z drzewem, była kompletnie spróchniała. W środku zostały jeszcze 3 leszczynowe poprzeczki do podtrzymywania plastrów. Aby dotrzeć do pierwszej gałęzi pomagałem sobie leziwem, dalej wspiąłem się po pniu i kolejnych gałęziach. Po przewiązaniu liną leziwa kłody przeciąłem okalający kłodę drut kolczasty - w ten sposób kłoda zawisła na leziwie, a pan Henryk opuścił ją na ziemię. Operacja przebiegła bardzo sprawnie - tak że kłoda nie odniosła żadnego uszczerbku. Teraz musieliśmy ja jakoś przetransportować do drogi, ponieważ podjechanie tam autem było niemożliwe. Zrobiliśmy więc z lin leziwa improwizowane nosze i w ten sposób dostarczyliśmy ją do samochodu. Kłodę zawiozłem do Frącek, stoi pod dachem w nasłonecznionym miejscu. Na jesieni przetransportuję ją do Augustowa, gdzie przez zimowe miesiące wraz z Pawłem Mikuckim zajmiemy się jej renowacją, tak aby na wiosnę mogła znów zawisnąć na swoim miejscu.



Ostatnia kłoda bartna Puszczy Augustowskiej

Drut opasający kłodę u góry pękł  lub pordzewiał, co doprowadziło do jej przechylenia
Jednyna droga na górę prowadziła po gałęziach bezpośrednio pod kłodą


Wiąznaie kłody pętlą zaciskową





Pan Henryk i nasza zdobycz
Część, która dotykała drzewa, była zupełnie spróchniała
Widoczny ubytek w tylnej części kłody
Misja zakończona 

poniedziałek, 14 lipca 2014

Projekt Pszczoła, czyli barcie a prawo polskie

20 maja skorzystałem z możliwości zadania pytań prawnikom z Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, którzy współpracują z Nadleśnictwem Augustów przy realizowanym projekcie "Tradycyjne bartnictwo ratunkiem dzikich pszczół w lasach". Pytania, które nurtowały mnie już od czasu kiedy w ogóle zacząłem myśleć nad  możliwością zajęcia się bartnictwem były następujące: 

1) „Czy zagajnik z rozwieszonymi kłodami i barciami wykonanymi w drzewach jest pasieką w rozumieniu prawa, w tym ustawy o Lasach Państwowych (LP)?” 

2) „Jak w świetle obowiązujących przepisów uregulowana jest kwestia własności barci i kłód bartnych zlokalizowanych na ternie Lasów Państwowych przez osoby fizyczne lub prawne (stowarzyszenia)?”


22 maja dostałem zwrotną informację, że odpowiedź na moje pytania zostanie przygotowana w dniu jutrzejszym. Problem okazał się jednak bardziej wielowątkowy niż pierwotnie przypuszczał zespół prawny i po kilku godzinach przyszedł mail, że odpowiedzi zostaną przygotowane na 28 maja. W owym dniu otrzymałem odpowiedź, a w poniższym linku załączam jej treść

https://drive.google.com/file/d/0B7gueiOdJ675UFhIZUNreVpBZE0/edit?usp=sharing

Zapraszam do zapoznania się z ekspertyzą. Sprawa nie jest bynajmniej prosta, w prawie polskim nie ma nawet definicji pasieki! A skoro nie ma definicji pasieki, to jak Ustawa o Lasach Państwowych może gwarantować swobodę zakładania pasiek na terenie LP, skoro te nie są zdefiniowane? Brak jest definicji barci, kłody bartnej i regulacji na jakich mogły by one powstawać - ale to rzecz raczej oczywista, jak to, że tury w Polsce nie podlegają ochronie prawnej. Kolejne zagadnienie to: czy barć jest ulem, oraz: czy kłoda bartna jest ulem? Jaka jest forma własności barci wykonanej na terenie LP?
Niech mądre głowy myślą nad regulacjami, a my róbmy swoje - czyli kolejne barcie.





czwartek, 10 lipca 2014

Pszczółki w telewizji

Winien jestem przeprosiny osobom, które regularnie tu zaglądają, bo od prawie miesiąca nie było żadnych wpisów. Bynajmniej nie dla tego , że nic się z pszczółkami nie działo, po prostu nie miałem czasu. Postaram się te zaległości nadrobić, zacznijmy od początku. 20 czerwca, w piątek po Bożym Ciele, przyjechała do mnie ekipa programu "Prosto z Lasu" nagrać odcinek poświęcony bartnictwu, a raczej zapaleńcom, którzy na własną rękę starają się wskrzeszać zapomnianą tradycję. Datę wybrałem dość niefortunną, ponieważ dzień wcześniej odbywało się wesele mojego dobrego przyjaciela, na którym oczywiście byłem. Mimo zmęczenia od godziny 9 nagrywaliśmy materiał do programu. Grafik był dość napięty, bo w jeden dzień mieliśmy nagrać materiał z wykonywania kłód, wchodzenia po leziwie, otwierania zasiedlonych barci, rozmowy oraz wciągania przygotowanej wcześniej kłody. Cały ten plan udało się zrealizować i zdjęcia zakończyły się tego samego dnia. Powinno wystarczyć autorom na złożenie 20-minutowego odcinka. Emisja programu odbędzie w przeciągu następnych 2 tygodni na Regionalnych kanałach TVP.

Ekipa telewizyjna przy pracy (autor: K. Hejke)


Dwa dni przed nagrywaniem materiału odezwał się do mnie pan Krzysztof Hejke, pasjonat, który od ponad 5 lat wyprawia się na dawne rubieże Rzeczpospolitej w poszukiwaniu śladów bartnictwa. Pan Krzysztof chciał obejrzeć miejsca, o których pisałem wcześniej na blogu. Ponieważ nie mogłem sam go oprowadzić, przekazałem kilka kontaktów i wskazówek jak tam trafić. Natomiast w piątek towarzyszył nam i ekipie telewizyjnej i zrobił mnóstwo świetnych zdjęć. Kilka z nich prezentuję poniżej. Na początek materiał z wchodzenia na leziwie.


Nagrywamy wspinaczkę na leziwie (autor: K. Hejke)

Wspinaczka odbywa się po pochyłości drzewa po przeciwległej stronie otworu bartnego (autor: K. Hejke)
Po zamontowaniu leżaja i usadowieniu się na ławeczce, obracamy się na stronę drzewa z otworem bartnym (autor: K. Hejke)

Tak przygotowani możemy przystępować do pracy (autor: K. Hejke)


Szczególnie efektownie wyszły zdjęcia pszczółek. Mam nadzieję, że równie dobrze prezentowały się one przed kamerą, ale myślę, że to wszyscy niedługo będą mogli ocenić.

Bartny dąb nad Czarną Hańczą (autor: K. Hejke)


Rój, który osiądzie w barci, musi zagospodarować sobie gniazdo. Zaczyna od budowy plastrów, które powstają w bardzo szybkim tempie. W tydzień po zasiedleniu otwór bartny był zabudowany do połowy wysokości (autor: K. Hejke)

(autor: K. Hejke)

Mogą być lekko pod kątem względem ścian barci jeśli drzewo jest pochylone. Pszczoły budują je zawsze prostopadle do Ziemi.  (autor: K. Hejke)




W prawym dolnym rogu widoczny kawałek węzy, którą zostawiłem w barci przed osadzeniem się roju. Węza została przez pszczoły zrzucona praktycznie w każdej barci (autor: K. Hejke)

I kilka zdjęć mieszkanek kłody w pobliżu dębu.

Widać dokładnie strukturę gniazda, plastry są pobudowane niesymetrycznie - część prostopadle, a cześć równolegle do zatworu (autor: K. Hejke)


Przyjrzyjmy się tej konstrukcji z bliska (autor: K. Hejke)

(autor: K. Hejke)

Portret pszczoły (autor: K. Hejke)





niedziela, 22 czerwca 2014

Radio i bartny miód

Dwa ostatnie weekendy minęły mi pod znakiem mediów. W dniach 14-15.06.2014 gościła u nas Ewelina Karpacz ze Studia Reportażu Polskiego Radia. 20-minutowy reportaż nagrany wówczas, pt. "Bartnik", będzie na antenie Programu I Polskiego Radia we wtorek 24.06.2014 o godzinie 21.10. Następnie wersja nieco skrócona pojawi się na antenie Programu III  po godzinie 18.00 w kilka dni później - data emisji nie jest jeszcze znana. Podczas nagrywania zajrzeliśmy prawie do wszystkich barci. Podczas otwierania jednej (z rusztowania), przy wyjmowaniu zatworu oderwał się fragment plastrów z miodem, więc mieliśmy nieoczekiwaną degustację miodu bartnego! Jeśli pamiętacie serial "Przystanek Alaska", w jednym z odcinków bohaterowie znaleźli zamarzniętego mamuta, którego następnie przyrządzili i zjedli. Próbując miodu bartnego, czułem się jak mieszkaniec Cicely, zaproszony na mamucią ucztę. Odnośnie wrażeń smakowych z degustacji, to skutecznie zaburzyły je fragmenty mchu, igliwia i odrobina piachu poprzylepiane do miodu. Włażąc na rusztowanie, nie byłem przygotowany na pozyskanie miodu, więc nie miałem ku temu odpowiednich narzędzi (kubełka drewnianego lub chociaż talerzyka). Schodząc z rusztowania i będąc atakowanym zajadle przez setki rozzłoszczonych pszczół, upuściłem plaster na ziemię. Ale zostawmy te nieplanowane "dodatki" na boku i spróbujmy opisać nieco sam miód.
Zdziwiło mnie, że jest on bardzo płynny i jasnozłocisty, wręcz przezroczysty. W smaku słodki i delikatny, niewyczuwalna była żadna dominująca nuta, charakterystyczna przy miodach mniszkowskich, lipowych czy rzepakowych. Z resztą lipy u nas jeszcze nie kwitły, a żadnych miododajnych upraw w pobliżu nie ma, w zasadzie to w promieniu kilku kilometrów nie ma żadnych upraw. 


A posłuchajmy co same pszczółki mają do powiedzenia
Mała, czarna i zajadła - to musi być pszczoła augustowska

Mam nadzieję, że miód bartny będzie niedługo bardziej dostępny w Polsce niż mamucie mięso na Alasce











niedziela, 15 czerwca 2014

Otwieranie zasiedlonej barci w sośnie na Wielkim Borze

Trochę za mocną samokrytykę popełniłem w poprzednim poście, bo pszczółki przyleciały do wszystkich 5  barci! A precyzując, do 3 kłód bartnych i 2 barci w żywych drzewach! Obsadzenie wszystkich barci zaobserwowałem rankiem 12 czerwca, kiedy to oprowadzałem kolegę z Białorusi Ivana Osipova. po moich rewirach. Pszczoły pojawiły się w ostatnich trzech w okresie między 12 a 4 czerwca. Także kolejny wielki sukces: 100% przygotowanych barci zostało samorzutnie zasiedlonych przez pszczoły! W piątek z rana wraz z Tomaszem Strojnym zaczęliśmy zaglądać do barci, aby zobaczyć jak w nich gospodarzą i pobrać próbki do badań dla SGGW. Pierwszą otwarta przez nas była barć w sośnie na uroczysku Wielki Bór. Pszczółki były tu dość łagodne. Uważałem, że żywica cieknąca z bielu uniemożliwi osadzenie się roju i rzeczywiście pozbawiła życia kilka pszczół, ale rodzina jako całość doskonale sobie radzi. Pobudowały one 6 plastrów: 4 prostopadłe do zatworu i 2 pod kątem 45 stopni do niego. Rodzina okazała się dość silna, wszystkie widoczne plastry są zaczerwione (matka złożyła w nich jajka). Ze względu na pogodę jaką mamy od kilku dni oraz widoczny brak zapasów w gnieździe, podałem im około 700 g miodu na dobry początek


Jeszcze jeden obrót i można zaglądać

W bartnej sośnie na Wielkim Borze rodzina zjawiła się między 5 a 12 czerwca. Od tego czasu zdążyły pobudować 50 cm plastrów, które są zaczerwione prawie w całości
I widok na układ plastrów



Na koniec kilkuminutowy filmik z otwierania tej barci:




niedziela, 1 czerwca 2014

Pierwsze pszczółki

Powinienem chyba zamknąć już blog lub co najmniej zmienić jego tytuł, a to dlatego, że moje marzenie zostania bartnikiem zostało spełnione! W ubiegłym tygodniu obie z przygotowanych przeze mnie kłód zostały zasiedlone przez pszczoły! Z opublikowaniem tej informacji wstrzymywałem się kilka dni, aby nabyć prawa do rojów, które w nich osiadły, bo jak mówi  paragraf 1, artykuł 182 Kodeksu Cywilnego: 
"Rój pszczół staje się niczyim, jeżeli właściciel nie odszukał go przed upływem trzech dni od dnia wyrojenia".
a jak mówi poprzedzający artykuł 181 tegoż kodeksu:
"Własność ruchomej rzeczy niczyjej nabywa się przez jej objęcie w posiadanie samoistne".
Tak więc samoistnie objąłem w posiadanie dwie dość silne pszczele rodziny, prawdopodobnie rasy środkowoeuropejskiej linii augustowskiej  i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy!


Moje szczęście i duma

Ruch jak na Alejach Jerozolimskich, miejmy tylko nadzieję, że Tunelowa nie zacznie się korkować
 
Pszczoły wchodzą i wychodzą do wnętrza przez otwory wykonane w kłodzie na skraju zatworu
Druga zasiedlona kłoda. Mimo że ma ona dodatkowy wlot dla pszczół widoczny po prawej stronie zdjęcia, cały ruch odbywa się przez wloty wykonane w zatworze


W sobotę po wciągnięciu kolejnej kłody zrobiłem z Pawłem objazd po moich barciach. Sytuacja w dębie nad Czarną Hańczą wymagała interwencji - plaster wosku, który zostawiłem w końcówce kwietnia w środku, zaczął pleśnieć, co pewnie skutecznie odstraszyło pszczoły. Został on zdemontowany i wyrzucony, barć okadzona łuczywem, a w miejsce starego plastra wstawiłem arkusz węzy i całość wysmarowałem propolisem. Wstawienie plastra w kwietniu i zamknięcie barci zatworem było zdecydowanie za wczesne, powinienem był to zrobić najwcześniej w połowie maja.
Natomiast w barci w sośnie, gdzie dolna cześć zatoru spadła w międzyczasie na ziemię, gniazdo zaczęły sobie uwijać osy. Zostało ono usunięte, jak również i plaster wosku wstawiony tam w końcu kwietnia. Zamontowałem w niej arkusz węzy i wysmarowałem wnętrze i wlot propolisem. Obawiam się jednak, że sosna bartna tak szybko nie zostanie zasiedlona, ponieważ mocno żywiczeje, czego pszczoły raczej nie lubią. Krwawienie musi ustać, a żywica zaschnąć, aby mogły się w niej spokojnie osiedlić, a to dopiero pewnie nastąpi w przyszłym roku - ale nie traćmy nadziei, może przylecą jeszcze w tym!





Wciąganie kłody staje się rutyną

Wciąganie kłód, które jeszcze tak niedawno wydawało mi się czymś co najmniej bardzo trudnym, jeśli nie niewykonalnym, staje się powoli rutyną. W sobotę, 31 maja, wciągnęliśmy  kolejną, już trzecią, kłodę nad jeziorem Chylinki koło Głębokiego Brodu. Ale skoro przedsięwzięcie takie opisywałem już na blogu 2 razy, ograniczę się tylko do krótkiej notatki. W 3 osoby, pracując od 9.30 do 14.00, udało się przygotować stanowisko, wciągnąć i zamontować kłodę. Uważam, że tym razem poszło naprawdę profesjonalnie i ta kłoda będzie dla nas wzorcem do zawieszania kolejnych. Z "innowacji" zastosowanych tym razem nadmienię zastosowanie gumowych podkładek pod linkę stalową, aby nie wrzynała się ona w drzewo. To rozwiązanie wkrótce też wprowadzę w pozostałych dwóch kłodach. Drzewa soki życiowe transportują z korzeni do korony, a produkty fotosyntezy z korony do korzeni biegną w warstwie tuż pod korą. Jeśli uszkodzeniu ulegnie ponad 50% obwodu drzewa na jednej wysokości takie drzewo szybko obumiera. Tak się dzieje między innymi z drzewami napoczętymi przez bobry. Aby linka stalowa nie wrzynała się w drzewo, wystarczy zastosować gumową podkładkę. 

Na drzewo dostaję się za pomocą leziwa. Praca na ławeczce jest dożo wygodniejsza niż z drabiny, poza tym muszę ćwiczyć tą trudną technikę, aby dobrze prezentować ją na pokazach, które chciałbym organizować w przyszłości


Wmontowywanie podstawki

Ostatnie konsultacje i jedziemy w górę

Przybijanie daszka

Kłoda bartna w pełnej okazałości