czwartek, 14 maja 2015

Bractwo Bartne – reaktywacja

W końcu powstała fundacja:) i pora chyba napisać jak to się wszystko zaczęło. Pomysł na reaktywację Bractwa Bartnego w formie fundacji chodził mi po głowie już od dawna. Brakowało impulsu do jej założenia. 



Aby rozpocząć działalność filantropijną najpierw należało na nią zarobić. W lutym tego roku złożyłem ofertę do Nadleśnictwa Augustów, w konkursie na opracowanie koncepcji, wykonanie i montaż „Kącika bartnego”. O konkursie dowiedziałem się przez przypadek, od znajomego bartnika z Wigierskiego Parku Narodowego, przez weekend rozpisałem ofertę dokładnie przedstawiając i opisując każdy z elementów ekspozycji i we wtorek na 15 minut przed końcem czasu na składanie ofert dostarczyłem do Nadleśnictwa zapieczętowaną kopertę. Udało mi się konkurs wygrać,więc cały marzec i połowa kwietnia to wytężona praca popołudniami i w weekendy nad ekspozycją dla Nadleśnictwa.
Pracą podzieliłem się z Pawłem Mikuckim, który wykuł narzędzia bartne, skręcił leziwo, wykonał drewniane ramki do plansz edukacyjnych, grafiki i półkę na książki. Ja wykonałem pokazowy model barci, a resztę elementów i instalacje wykonaliśmy razem, plansze edukacyjne oraz karty pracy opracowała moja żona. Termin 15 kwietnia na wykonanie udało się dotrzymać, odbiór poszedł sprawnie i wszyscy byli zadowoleni.
kacik bartny
Kącik bartny w Nadleśnictwie Augustów wykonany przez członków Bractwa Bartnego.

Postanowiłem zarobione w ten sposób środki przeznaczyć w całości na założenie fundacji i tak 13 maja stawiłem się do notariusza. Oto rozpoczynamy działalność.




Plany są jak zawsze ambitne, ale zaczynamy od małych kroczków. W sobotę 23 maja  zabieram Szkolny Klub Turystyczny „Włóczykij”  ze szkoły ner 6 w Augustowie na wyprawę pt. „Szlakiem dzikich pszczół”.
Podczas wyprawy dzieci poznają rolę jaką pszczoły odgrywają w ekosystemie, poznają specyficzną pszczołę augustowską – z bezpiecznej odległości oczywiście, dowiedzą się również mnóstwo ciekawych rzeczy o bartnictwie i zobaczą bartnika podczas pracy na leziwie, a do tego ognisko, kiełbaska i 10 km marszu:)


Zapraszam na nową stronę www.bartnictwo.com

                                                                     bb7





wtorek, 14 kwietnia 2015

Pierwsza inspekcja

Pierwsze obloty w tym roku zostały zaobserwowane w moich barciach 10 marca, 22 marca natomiast dokonałem przeglądu wszystkich rodzin. To co mnie cieszy i napawa radością to fakt, że 3 z pośród 5 rodzin które osiadły w moich barciach w zeszłym roku przezimowały! Osypały się pszczoły w dębie i kłodzie na Chylinkach. Rodzina na Wielkim Borze przeżyła mimo ataków kuny, mrozu i wiatru gniazdując w samotnej sośnie na wysokości 7 metrów. Wszystkie rodziny intensywnie noszą pyłek z leszczyn, wierzb i od niedawna z mniszka i kwiatów leśnych, których teraz jest mnóstwo w naszych lasach. Koło życia zaczyna robić kolejny obrót.

Pszczoły w pierwszej kłodzie przy Ścieżce Wilka mimo dużego osypu zdołały przetrwać zimę.  Musiały pójść do zimowli w dużo większej  liczbie niż pozwalały na to warunki, może to cecha genetyczna, w tej kłodzie badania wykazały mieszańca najbardziej zbliżonego fenotypowo do krainki. Warstwa martwych pszczół była gruba na prawie 10 centymetrów. Była to kłoda największa, najbardziej przez sezon zabudowana, z największą liczebnością roju i z której pozyskam jesienią najwięcej miodu - ponad 3 kilogramy. Osyp martwych pszczół, to smutny widok jednak świadomość że rodzina zdołała przeżyć daje wiele satysfakcji. Na pierwszy rzut oka nie widać pszczół, jednak, dalej w głębi barć tętni życie.


Osyp martwych pszczół, to smutny widok jednak świadomość że rodzina zdołała przeżyć daje wiele satysfakcji.

Na pierwszy rzut oka nie widać pszczół, jednak, dalej w głębi barć tętni życie.


 Pszczoły z kłody na Adamowych Łączkach dalej przejawiają silny instynkt obrony swojego gniazda, co przez niektórych poczytywane im jest za agresywność. Przeprowadzenie pierwszej inspekcji w tej rodzinie nie było wcale łatwe, mimo profesjonalnego w tym roku kombinezonu nie unikałem pogryzień.


Pszczoły z kłody na Adamowych Łączkach dalej przejawiają silny instynkt obrony swojego gniazda.

Tak jak wspomniałem we wstępie barć na Wielkim Borze okazała się prawdziwym bohaterem, przetrwała ataki kuny, zimno i wiatr gniazdując w samotnej sośnie na wysokości 7 metrów w miejscu oddalonym od najbliższych pól uprawnych czy siedzib ludzkich o co najmniej 5 km. Same zdane tylko na siebie stawiły czoła wszelkim przeciwnościom losu. Oprócz pszczół wracających obładowanych pyłkiem miłym dla oka był widok świeżych tegorocznych plastrów. 


Barć bohater

Nowe, tegoroczne plastry, znak odradzającego się życia.

Robotnica w pracy

Barć w dębie i kłoda na Chylinkach gdzie pszczołom nie udało się przezimować, zostały oczyszczone i pozostawione otwarte do przewietrzenia, w połowie maja powtórzę zabiegi mające na celu przyciągnięcie nowych roji i przygoda  zacznie się na nowo.  Podsumowując 3 z 5 rodzin przetrwało zimę, więc bilans w przyrodzie mamy dodatni. Rodziny które przetrwały w drugiej połowie maja wypuszczą rujki i polecą zasiedlać na nowo leśne barcie i kłody, których na ten sezon przygotowuje znacznie więcej.

poniedziałek, 23 marca 2015

Praca i edukacja

Pierwszy dzień wiosny za nami, i pierwsze obloty. Pszczoły w 2 barciach wznowiły loty 12 marca. Do pozostałych 3 nikt przez tych kilka dni dobrej pogody nie zaglądał. Planowałem, zrobić generalne przeglądy w ostatni weekend, ale warunki pogodowe na to nie pozwoliły. W zeszły weekend zresztą też padało i było w okolicy 0 stopni. Także póki co z przeglądów nici, ale za to udało się wciągnąć kłodę i wykonać nową barć w sośnie. Prace odbyły się 14 marca, pomagali mi w nich Paweł Mikucki i Kamil Szałwiński. Choć założenia były ambitne: wykonanie barci w drzewie od podstaw oraz jednoczesne wykończenie kłody bartnej i wciągnięcie jej na drzewo, to prawie cały zakres udało się osiągnąć. Praca szła sprawnie, bo każdy z nas wiedział, co ma robić. Samo wciąganie i osadzanie kłody na podstawce wkręcanej w drzewo zajęło więcej czasu niż planowałem i zabrakło nam około godziny na dokładne wpasowanie zatworu do nowo wykonanej barci. Nic straconego - w tym miejscu ma zawisnąć w tym sezonie jeszcze jedna kłoda, więc jak wrócimy tu ją wciągać, to dokończymy przy okazji barć w sośnie.

Każdy wie, co ma robić, zdjęcie z rusztowania

Barć wyposażona w boczny wlot, tu jeszcze bez oczkasa

Niewielka polanka z dużym pniem po wyciętym świerku po środku

W ostatnim tygodniu próbowałem swoich sił jako nauczyciel. Zostałem zaproszony do gimnazjum przy liceum, do którego uczęszczałem, by przeprowadzić dwugodzinną lekcję o bartnictwie. Za swój duży sukces uważam fakt, że przez całe 2 godziny udało mi się utrzymać ich uwagę. Następnego dnia miałem lekcję w podstawówce numer VI w Augustowie. Zapomniałem dopytać jaka klasa, bo przecież rozstrzał wiekowy w szkole podstawowej jest dość spory. Na miejscu okazało się, że występ jest przed całą szkołą, także dzieciaczki od zerówki po szóstą klasę. Spotkanie zostało zorganizowane w ramach obchodów dnia matematyki i swoją opowieść starałem się przeplatać ciekawostkami i zadaniami matematycznymi, związanymi z życiem pszczół. A jak poszło? Ja jestem zadowolony, a po liczbie rąk w górze i pytań, które co chwila padały, myślę, że i dzieciakom się podobało. 


Prezentacja leziwa


Na maj jesteśmy umówieni z panią dyrektor na prezentacje rzemiosła bartniczego w bardziej naturalnych warunkach. Wybiorę się wraz z klubem turystycznym działającym w szkole na wycieczkę ścieżką "Tropem Wilka" w Nadleśnictwie Głęboki Bród, przy której mam ulokowanych 4 barcie. Tam dzieci poznają pszczółki z bliska, a raczej z bezpiecznej odległości:)




piątek, 6 marca 2015

Lutowe weekendy

Zima powoli się już u nas kończy, śnieg zniknął niemal całkowicie nawet z zacienionych fragmentów puszczy. Pora zabrać się trochę bardziej intensywnie do pracy przy powstawaniu nowych barci. plany są ambitne i może weekendów do maja nie starczyć, ale zacznijmy od początku. W sobotę 21 lutego pojechaliśmy z Krzyśkiem Kaszubą i Kamilem Szałwińskim, aby zabrać ich kłody powstałe w trakcie ostatniego Barciowiska - w październiku zeszłego roku. Kłody zimę przeleżały pod gołym niebem, na warsztatach Nadleśnictwa w Augustowie. Szkoda, bo materiał wiele na tym ucierpiał. Niektóre z nich były zostawione zatworem lub oczkasem do góry, więc zamokły i zawilgotniały od środka, krawędzie dłużni pozarastały pleśnią, co raczej przy ich zasiedlaniu nie będzie pomocne. Na szczęście do wieszania i pierwszych rójek jest jeszcze trochę czasu i te zaniedbania można jeszcze nadrobić przez ich gruntowne przewietrzenie i staranne wykończenie. Zawieszać je planujemy na początku kwietnia.

Jak nie składować kłód przez zimę

Mieliśmy nie lada problem jak w 3 osoby poradzić sobie z załadowaniem na busa 2 kłód ważących po ponad 250 kg, z pomocą przyszły nam proste prawa fizyki, drugie auto i linka holownicza.




W kolejną sobotę, 28 lutego, zabrałem się wraz z Pawłem Mikuckim i Danielem Czaplińskim za dłubanie następnych kłód we Frąckach. Robota szła sprawnie, choć przez większość dnia padał deszcz. W trakcie pracy zostawiłem chłopaków na godzinę samych i pojechałem z leśniczym z Wierśni szukać nowych lokalizacji na wydłubanie barci oraz na wciągnięcie kolejnych kłód. Udało się wytypować 3 miejsca na terenie tego leśnictwa, które zostały przedłożone jako propozycje Nadleśniczemu.


1) Dąb na którym mi najbardziej zależy, aby powstała w nim barć - piękny okaz jakich mało jest w naszych lasach.


 2) Sosna przy tak zwanej granicznej drodze, niecałe 2 km od miejscowości Frącki.




3) Zagajnik w okolicy wsi Tartaczysko, miejsce na barć i 2 kłody, idealne na pikniki z miodem bartnym:)




Kłody wymagają jeszcze trochę pracy: zrobienia oczkasów, wpasowanie zatworów itp. Weekend i 2 pomocników powinno wystarczyć, aby je dokończyć. Jutro transport kolejnych materiałów do Frącek, na jednym ze zrębów obok "granicznej drogi" znalazłem pień świerkowy, wypróchniały w środku jak rura. Będę próbował zaadoptować go na ul kłodowy według opisu  z książki "Nauka koło pasiek" pana Walentego Kąckiego z 1614 roku.














poniedziałek, 9 lutego 2015

Podlaskie Otwarte



5 lutego w Filharmonii Podlaskiej wręczono po raz pierwszy nagrody w konkursie „Podlaskie Otwarte”. Konkurs, jak podaje na swojej stronie Urząd Marszałkowski, „polega na wyłonieniu i nagrodzeniu osób i inicjatyw, które najlepiej przysłużyły się dla rozwoju województwa podlaskiego w zakresie: wspólnego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego, nauki i edukacji, przedsiębiorczości w wymiarze transgranicznym i międzynarodowym, wpisując się w Strategię Rozwoju Województwa Podlaskiego do 2020 roku”.
– Podlasie to ludzie, którzy tu mieszkają, którzy są aktywni, chcą rozwiązywać problemy lokalne, którzy chcą się angażować w życie społeczne naszego regionu, są tolerancyjni i otwarci na innych. To taki obraz regionu, do którego chce się przyjechać – mówił podczas gali wicemarszałek województwa, Maciej Żywno.

Do konkursu zostałem zgłoszony we wrześniu zeszłego roku, w listopadzie odbyło się głosowanie internetowe. Następnie w grudniu nad kandydaturami pochyliła się kapituła konkursowa, która to wyłoniła zwycięzców. I tu muszę odnotować pierwszy duży sukces na niwie mojej działalności bartniczej - zdobyłem główną nagrodę w kategori Kapitał Społeczny! Muszę przyznać, że było to dla mnie zaskoczeniem, bo konkurencja była bardzo duża i już samo miejsce w gronie tak zacnych kandydatów było dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Ciesze się, że moje działania zostały dostrzeżone na poziomie województwa, bo choć nagrodę stanowi wyłącznie gliniana statuetka, to na pewno łatwiej mi teraz będzie umotywować kolejne wnioski o dofinansowanie. 


 


Na koniec link do artykułów w lokalnej prasie:
http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150208/REGION/150209770

http://www.wrotapodlasia.pl/pl/wiadomosci/promocja_wojewodztwa/Gala_I_edycji_Konkursu_Podlaskie_Otwarte_.htm






wtorek, 20 stycznia 2015

Dębobity i Latające Nikory

18 stycznia wraz z żoną odbyliśmy wycieczkę krajoznawczo-noworoczną z wizytami u kilku znajomych, których poznałem na przestrzeni ostatniego roku w związku z moją bartniczą pasją. Zaczęliśmy od wizyty u leśniczego w Dworczysku. Udało mi się w końcu znaleźć czas i namówić Adriana, aby pokazał mi starą barć w lipie rosnącą tuż przy granicy polsko-litewskiej, o której wspominał mi już we wrześniu, jak się poznaliśmy. Po dotarciu na miejsce Adrian zaprowadził nas do niepozornego drzewa. 





Otwór bartny, był mocno zabliźniony, jednak widać jego regularny kształt wycięty przez człowieka. Znajduje się na wysokości około 3 metrów. Sądząc po szczelinach poniżej otworu bartnego, dziupla była naturalnie zasiedlona przez pszczoły. Następnie ktoś wyciął większy otwór, aby dostać się do gniazda i ograniczył go deską - jej fragment wrośnięty w drzewo jest jeszcze widoczny..


Po krótkiej wizycie na Dębowym Wzgórzu odwieźliśmy Adriana do Dworczyska, droga w obie strony to ponad 15 km leśnych przecinek i traktów. Kolejnym punktem wycieczki była wizyta u Pana Szyryńskeigo w Posejnelach - jadąc tam skrótem przez puszczańskie dukty zatrzymaliśmy się na chwilę przy sośnie bartnej na Wielkim Borze. Jeszcze przed zatrzymaniem samochodu na polanie uwagę moją przykuł brak ogacenia, które montowałem w październiku. Pomyślałem, że pewnie wichura zwaliła. Podchodząc jednak do sosny bartnej bliżej, zauważyłem, że cały zatwór - jak i jego okolice - są podrapane.




Z kolei pod drzewem - na zrzuconych gałęziach świerkowych, które stanowiły dodatkowe ocieplenie barci na zimę, leżały grube, wydrapane pazurami, wióry. Barć jest 7 metrów nad ziemią, więc nie każde zwierzę ma tam dostęp. Misie wykluczamy, ponieważ na tych terenach od dawna nie występują, poza tym mamy zimę i powinny spać w swoich gawrach.


Na ziemi widoczne wióry wydrapane z zatworu i poszarpana linka utrzymująca ogacenie

W podaniach ostatnich bartników znalazłem kiedyś fragment o upiorze bartnym - Latającym Nikorze, "co to paskudzi swym odorem odczynione dzienie i ślepioty od nich odwodzi". Prawdopodobnie było to dalekie wspomnienie o występującej niegdyś w naszych puszczach polatusze - gryzoniu z rodziny wiewiórkowatych. Moja 2,5 letnia córka mówi, że to "dębobity" zrobiły - takie stworzenia, podobne do hatifnatów, żyjące w drzewach. I mam podstawę do przyjęcia jej teorii o "dębobitach", bo jak wiadomo: lubią miód, doskonale się wspinają i mają ostre zęby:). A odstawiając żarty o niedźwiedziach i "dębobitach" oraz legendy o Latających Nikorach na bok, to prawda jest taka, że stoi za tym kuna. Taka wysokość nie jest dla niej żadną przeszkodą, natomiast 8 cm deski sosnowej wpasowanej na sztywno w otwór bartny już stanowi barierę znacznie utrudniającą dostanie się do środka. Dlatego warto robić zatwory wystarczająco grube, aby oparły się zakusom tych zwierząt. Brak jednego z kluczy w prawym dolnym roku mam nadzieję, że świadczy o tym, że sprawca tych zniszczeń stracił równowagę i spadł na ziemię. To go powinno oduczyć. 


Mam nadzieje, że brak jednego z kluczy świadczy o tym, że intruz doznał dotkliwego upadku
 










wtorek, 30 grudnia 2014

Czas podsumowań

Dzisiaj Sylwester, a więc czas na podsumowanie mojej działalności bartniczej w mijającym roku 2014. W zasadzie rok ten zacząłem ze skromnym dorobkiem jednego ula kłodowego i napoczętej barci w dębie nad Czarną Hańczą oraz skromnej wiedzy na temat tej profesji. Miesiące zimowe to praca w domowym zaciszu nad leziwem i zbieranie materiałów na temat pozostałości materialnych bartnictwa w naszej puszczy, wizyty w muzeum i wyjazdy w teren oraz szukanie lokalizacji na kolejne barcie, aż wreszcie ostatni weekend lutego - udana akcja wykonania barci w sośnie w Wielkim Borze. Marzec i kwiecień to był czas wytężonej pracy nad kłodami bartnymi. Dopiero pomoc Pawła Mikuckiego doprowadziła do szybkiego wykończenia 3 kłód bartnych z pniaków zakupionych jeszcze w październiku 2013 roku. Jego pomoc i wiedza na temat obróbki drewna okazała się nieoceniona, choć wiem, że również bez wsparcia ze strony mojej Najbliższej Rodziny niewiele bym zdziałał...


Bez pomocy rodziny wiele bym nie zdziałał


Córka dziać już umie, w kolejnym roku nauczę ją włazić na leziwie


Końcem kwietnia pierwsza kłoda stanęła na drzewie a do końca maja wszystkie 3 kłody i 2 barcie w drzewach były gotowe do przyjęcia lokatorów. Pszczoły przyleciały do wszystkich 5 barci między 26 majem a 12 czerwca sprawiając mi tym przeogromną satysfakcji. Oto trud włożony w wykonanie barci, ich wciągnięcie na drzewa i przygotowanie pod zasiedlenie został mi wynagrodzony. Powiem szczerze, że nawet miodobranie tak mnie nie cieszyło jak widok pierwszych pszczółek. A jak już pojawiły się pszczółki to założyłem im profil na Facebooku pt "Bartnictwo Puszczy Augustowskiej", który w końcu 2014 roku liczy 337 fanów.

Pierwsze zdjęcie pierwszych pszczółek

Czerwiec to był bardzo pracowity miesiąc. Tydzień po tygodniu gościły u mnie ekipy przygotowujące audycje radiową dla Studia Reportażu Polskiego Radia, a później film dokumentalny z serii "Prosto z lasu" dla regionalnych stacji TVP. Również w czerwcu odwiedził mnie kolega z Białorusi Ivan Osipau, który prowadzi stronę internetową poświęconą białoruskiemu folklorowi i profil na FB bartnictvo.by. O ile do czasu naszego spotkania jego zainteresowania sprowadzały się do zbierania informacji i podań na temat białoruskiego bartnictwa, tak po wizycie w naszych lasach zabrał się za skręcanie leziwa i robienie własnych barci na Białorusi! To właśnie znalezienie w tym roku kolejnych naśladowców, którzy będą kontynuować zaczęty przeze mnie rozwój bartnictwa jako formy spędzania czasu na wolnym powietrzu blisko natury i kultywowania tradycji narodowych z tą profesją związanych, uważam za swój kolejny sukces. W zasadzie do 2014 roku, barcie i bartnictwo było domeną instytucji publicznych: Parków Narodowych, Nadleśnictw, Parków Krajobrazowych. Moim zdaniem, że jedyną szansą na rozwój tej profesji jest zaangażowanie osób prywatnych chcących zakładać barcie i opiekować się mieszkającymi w nich pszczołami.

Z dumą patrzyłem na swoją pierwszą kłodę bartną, choć niefortunna jej lokalizacja przy drodze gminnej skutkowała skargami do Nadleśnictwa na moje pszczoły. Niestety w przyszłym roku będę zmuszony do przeniesienia jej głębiej w las


Lipiec przyniósł nieśmiałe próby pozyskania miodu bartnego. Garniec najprzedniejszego lipca został pozyskany, aby trafić na stół pana Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, który jak co roku gościł w Nadleśnictwie Głęboki Bród przy okazji festiwalu Jazz na Buduku. Był to również mój pierwszy występ w odtworzonym stroju XV-wiecznego bartnika. Miód został podany w ręcznie wydrążonym brzozowym pieńku w formie ubitych plastrów - był tak świeży, że gdy otwierałem pojemnik wyleciało z niego kilka pszczół. Z panem prezydentem rozmawiałem łącznie ponad półgodziny, opowiadając mu o naszej pszczole augustowskiej i tradycjach bartniczych, jakie próbujemy tu przywracać. Prezent chyba był trafiony, bo po biesiadzie resztki miodu, które zostały po poczęstowaniu innych gości, pan prezydent zabrał ze sobą. Lipiec to również inny milowy krok dla mnie i rozwoju bartnictwa w naszej puszczy: na południowo-wschodnim jej krańcu znalazłem i ściągnąłem z pomocą miejscowego gospodarza ostatnią wiszącą kłodę bartną w Puszczy Augustowskiej. Na wiosnę przyszłego roku, po wcześniejszej jej renowacji, zostanie ona wciągnięta z powrotem na swoje miejsce.


Promocję bartnictwa zaczynamy od najwyższego możliwego szczebla

Sierpień był czasem odpoczynku od pszczół, w zasadzie poza kilkoma kontrolnymi wizytami przy barciach i przybijaniu gwoździ, aby z drzew nie wypadały zatwory - nic więcej w tym miesiącu się nie działo. Poznałem jednak w końcu bartnika z Wigierskeigo Parku Narodowego - Jacka Adamczewskiego. Przypomniałem sobie też, że prócz pszczół, mam jeszcze żonę i dwójkę dzieci, którym powinienem poświęcać więcej czasu.

Letni wypoczynek z rodziną na rowerach w Liepaji

We wrześniu z kolei była kleczba, czyli leśne miodobranie, dość ubogie z racji niestabilnej pogody w ciągu roku. W miodobraniu towarzyszyła mi Kinga Augustynowicz, dotkliwie pożądlona przez najbardziej agresywną z moich rodzin oraz Michał Tuski, mój wujek i zapalony pszczelarz. W drugiej cześć podbierania miodu uczestniczył Zenek, pszczelarz z Doliny Dolnej Wisły, który w ramach przyuczenia do zawodu bartnika pomagał mi wykonać barć w Starachowicach. Zenek, oprócz pasieki, prowadzi niewielki skansen pszczeli w Kurzejewie na Kaszubach, od przyszłego roku ekspozycja powiększy się o barć, leziwo i narzędzia bartne, a stałym elementem zwiedzania będzie pokaz włażenia na leziwie. Ot, moim zdaniem kolejny sukces w promocji bartnictwa. Następnie, w tym samym miesiącu, uczestniczyłem w  Targach Turystycznych w Sejnach, gdzie w końcu bartnictwo zostało dostrzeżone i docenione przez lokalne władze. 
Z rodziną na stoisku Nadleśnictwa Głęboki Bród w drugi dzień targów

Październik to ogacanie, czyli przygotowanie barci na zimę oraz "Barciowisko", czyli impreza promująca bartnictwo zorganizowana przez Nadleśnictwo Augustów. Udało mi się skompletować na tę okazję 5 z 9 występujących ekip. Ponieważ 2 były wystawione przez leśników, to nie biorę ich pod uwagę, ale pozostałe 7 wykonanych barci daje nam 7 nowych adeptów bartnictwa, którzy na wiosnę wciągną swoje kłody na drzewa i zaczną kultywować piękne bartnicze zwyczaje! W gronie nowych bartników znalazł się ksiądz Wojciech Kalinowski, proboszcz jednej z augustowskich parafii i 2 radnych: powiatowy Paweł Bielawski i miejski Paweł Kotwica, co wraz ze mną, ponieważ również w listopadowych wyborach zostałem wybrany radnym miasta Augustów, daje nam szansę działania na rzecz odradzającego się bartnictwa...   

Barciowisko to był kierat, wyznaczone ramy czasowe: 3 godziny na wykonanie i wykończenie kłód bartnych, narzuciły dla niedoświadczonych uczestników mordercze tępo pracy

W listopadzie na Dzień Niepodległości powstała kolejna barć w sośnie, a dzień wcześniej wykonaliśmy wraz z Pawłem Mikuckim ul kłodowy w Supraślu. Pod koniec miesiąca byłem z wizytą u znajomego bartnika w Spale i - oprócz obejrzenia tamtejszych barci - miałem możliwość poznania bogactwa smaków miodów z Federacji Rosyjskiej.
Od września różnymi drogami starałem się uzyskać pozwolenie na założenie kilku barci na terenie rezerwatu w pobliżu Augustowa. Po 3 miesiącach starań - w grudniu - takowe udało się uzyskać.
Podsumowując, rok 2014 przyniósł dla mnie mnóstwo radości związanych z rozwijaniem bartniczej pasji i nie lada satysfakcję. Zostałem w końcu bartnikiem, co było moim marzeniem od kilku lat! Mało tego, udało mi się zarazić pasją do bartnictwa co najmniej 7 nowych osób, a co cieszy jeszcze bardziej - w większości ich barcie również będą powstawały w Puszczy Augustowskiej! Ale przyniósł też i kilka rozczarowań, szczególnie w kwestii mechanizmów rządzących rozdysponowaniem dofinansowań na podobne do moich działania. W mijającym roku ubiegałem się 3 razy o środki unijne i  raz o krajowe w formie stypendium z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na odtwarzanie i kultywowanie bartniczych tradycji. Za każdym razem wnioski były starannie przygotowywane i bardzo dobrze oceniane pod kontem formalnym i merytorycznym, jednak zawsze było jakieś ale... i ci którym należy przyznać "pomoc" w pierwszej kolejności. Jednak patrząc na to wszystko z perspektywy czasu cieszę się, że tyle udało się osiągnąć bez żadnego wsparcia z zewnątrz. W zasadzie tym sukcesem mogę się śmiało dzielić z moją rodziną i przyjaciółmi, którzy mi w tych działaniach pomagali. Bo bez nich nie dałbym rady żadnej z opisanych powyżej rzeczy wykonać!

A jakie są moje plany na rok 2015? Takie, jak i życzenia, które chciałbym Wam - czytelnikom i osobom, które zajrzały tu przez przypadek złożyć: 

ŻYCZĘ WAM LASÓW PEŁNYCH BARCI I BARCI PEŁNYCH MIODU! CZASU NA WSZYSTKO I SPEŁNIENIA MARZEŃ,

bo ja już swoje spełniłem...