piątek, 29 maja 2015

„Szlakiem dzikich pszczół” – wyprawa z SKT „Włóczykij”

W ostatni weekend w stroju XV-wiecznego bartnika poprowadziłem wyprawę Szkolnego Klubu Turystycznego „Włóczykij” ze Szkoły Podstawowej numer 6 w Augustowie. Na trasie prawie 10 kilometrów opowiadałem dzieciakom o lesie, pszczołach oraz oczywiście o bartnictwie i pracy bartnika.


Włóczykije z bartnikiem (fot. H. Piłasiewicz)

Po przywitaniu  grupy na leśnym gościncu zwanym piaszczanką, zaprowadziłem grupę pod zagajnik, w którym w tym roku założyliśmy 2 barcie w sosnach i 1 kłodę bartną. Wiosna w tym roku nie rozpieszcza i na chwilę obecną wszystkie 3 barcie są jeszcze puste. W zagajniku opowiedziałem o bartnictwie, narzędziach i zaprezentowałem sztukę wchodzenia na leziwie. Następnie inną drogą wróciliśmy do Frącek, a potem z Głębokiego Brodu wyszliśmy na ścieżkę „Tropem Wilka”. Trasa jest oznakowana tylko w jednym kierunku, więc idąc pod prąd, dzieciaki miały frajdę, znajdując oznaczenia szlaku – wilczej łapy namalowanej na drzewach. Przy ścieżce zatrzymywaliśmy się po kolei przy barciach, szukając w okolicy fragmentów plastrów wosku wyciągniętych z barci podczas wiosennych porządków. Właśnie kawałki plastrów stanowiły największe trofea z wycieczki. Nad leśnymi jeziorkami, w wiacie, urządziliśmy dłuższą przerwę z ogniskiem, kiełbaskami i huśtawką z leziwa w roli głównej.

V 2015 cd IV 011
Zabawa na huśtawce z leziwa (fot. P. Piłasiewicz)

O 14:30 doszliśmy do drogi, gdzie czekał na nas bus – w samą porę bo właśnie zaczynało padać. Była to pierwsza wycieczka współorganizowana przez Bractwo Bartne na terenie Nadleśnictwa Głęboki Bród – ale na pewno nie ostatnia.





środa, 20 maja 2015

Kłoda bartna w Starachowicach

Poprzedni weekend gościłem po raz kolejny w Muzeum Przyrody i Techniki w Starachowicach w Świętokrzyskiem. We wrześniu podczas festynu pszczelarskiego wraz ze znajomym pszczelarzem, który dopiero poznawał bartniczą profesję wykonaliśmy tam kłodę bartną. Kłoda po festynie stała i czekała na wciągnięcie. Ponieważ obiecałem ją wciągnąć przy najbliższej okazji na drzewo na terenie muzeum, a bartnicy zawsze słowa dotrzymują 16 maja z pomocą dwójki panów konserwatorów z muzeum kłodę ta na drzewo wciągnęliśmy.
Kłoda zawisła na pokaźnej osice podstawkę przygotowaliśmy 4 metry nad ziemią. Jest to pierwsze działanie już pod egidą Bractwa Bartnego. Mam nadzieję, że w przeciągu kilku tygodni usłyszymy o starachowickich pszczołach osiadłych w Archeoparku przy zabytkowej hucie.


barc w Starachowicach
Kłoda w całej okazałości

czwartek, 14 maja 2015

Bractwo Bartne – reaktywacja

W końcu powstała fundacja:) i pora chyba napisać jak to się wszystko zaczęło. Pomysł na reaktywację Bractwa Bartnego w formie fundacji chodził mi po głowie już od dawna. Brakowało impulsu do jej założenia. 



Aby rozpocząć działalność filantropijną najpierw należało na nią zarobić. W lutym tego roku złożyłem ofertę do Nadleśnictwa Augustów, w konkursie na opracowanie koncepcji, wykonanie i montaż „Kącika bartnego”. O konkursie dowiedziałem się przez przypadek, od znajomego bartnika z Wigierskiego Parku Narodowego, przez weekend rozpisałem ofertę dokładnie przedstawiając i opisując każdy z elementów ekspozycji i we wtorek na 15 minut przed końcem czasu na składanie ofert dostarczyłem do Nadleśnictwa zapieczętowaną kopertę. Udało mi się konkurs wygrać,więc cały marzec i połowa kwietnia to wytężona praca popołudniami i w weekendy nad ekspozycją dla Nadleśnictwa.
Pracą podzieliłem się z Pawłem Mikuckim, który wykuł narzędzia bartne, skręcił leziwo, wykonał drewniane ramki do plansz edukacyjnych, grafiki i półkę na książki. Ja wykonałem pokazowy model barci, a resztę elementów i instalacje wykonaliśmy razem, plansze edukacyjne oraz karty pracy opracowała moja żona. Termin 15 kwietnia na wykonanie udało się dotrzymać, odbiór poszedł sprawnie i wszyscy byli zadowoleni.
kacik bartny
Kącik bartny w Nadleśnictwie Augustów wykonany przez członków Bractwa Bartnego.

Postanowiłem zarobione w ten sposób środki przeznaczyć w całości na założenie fundacji i tak 13 maja stawiłem się do notariusza. Oto rozpoczynamy działalność.




Plany są jak zawsze ambitne, ale zaczynamy od małych kroczków. W sobotę 23 maja  zabieram Szkolny Klub Turystyczny „Włóczykij”  ze szkoły ner 6 w Augustowie na wyprawę pt. „Szlakiem dzikich pszczół”.
Podczas wyprawy dzieci poznają rolę jaką pszczoły odgrywają w ekosystemie, poznają specyficzną pszczołę augustowską – z bezpiecznej odległości oczywiście, dowiedzą się również mnóstwo ciekawych rzeczy o bartnictwie i zobaczą bartnika podczas pracy na leziwie, a do tego ognisko, kiełbaska i 10 km marszu:)


Zapraszam na nową stronę www.bartnictwo.com

                                                                     bb7





wtorek, 14 kwietnia 2015

Pierwsza inspekcja

Pierwsze obloty w tym roku zostały zaobserwowane w moich barciach 10 marca, 22 marca natomiast dokonałem przeglądu wszystkich rodzin. To co mnie cieszy i napawa radością to fakt, że 3 z pośród 5 rodzin które osiadły w moich barciach w zeszłym roku przezimowały! Osypały się pszczoły w dębie i kłodzie na Chylinkach. Rodzina na Wielkim Borze przeżyła mimo ataków kuny, mrozu i wiatru gniazdując w samotnej sośnie na wysokości 7 metrów. Wszystkie rodziny intensywnie noszą pyłek z leszczyn, wierzb i od niedawna z mniszka i kwiatów leśnych, których teraz jest mnóstwo w naszych lasach. Koło życia zaczyna robić kolejny obrót.

Pszczoły w pierwszej kłodzie przy Ścieżce Wilka mimo dużego osypu zdołały przetrwać zimę.  Musiały pójść do zimowli w dużo większej  liczbie niż pozwalały na to warunki, może to cecha genetyczna, w tej kłodzie badania wykazały mieszańca najbardziej zbliżonego fenotypowo do krainki. Warstwa martwych pszczół była gruba na prawie 10 centymetrów. Była to kłoda największa, najbardziej przez sezon zabudowana, z największą liczebnością roju i z której pozyskam jesienią najwięcej miodu - ponad 3 kilogramy. Osyp martwych pszczół, to smutny widok jednak świadomość że rodzina zdołała przeżyć daje wiele satysfakcji. Na pierwszy rzut oka nie widać pszczół, jednak, dalej w głębi barć tętni życie.


Osyp martwych pszczół, to smutny widok jednak świadomość że rodzina zdołała przeżyć daje wiele satysfakcji.

Na pierwszy rzut oka nie widać pszczół, jednak, dalej w głębi barć tętni życie.


 Pszczoły z kłody na Adamowych Łączkach dalej przejawiają silny instynkt obrony swojego gniazda, co przez niektórych poczytywane im jest za agresywność. Przeprowadzenie pierwszej inspekcji w tej rodzinie nie było wcale łatwe, mimo profesjonalnego w tym roku kombinezonu nie unikałem pogryzień.


Pszczoły z kłody na Adamowych Łączkach dalej przejawiają silny instynkt obrony swojego gniazda.

Tak jak wspomniałem we wstępie barć na Wielkim Borze okazała się prawdziwym bohaterem, przetrwała ataki kuny, zimno i wiatr gniazdując w samotnej sośnie na wysokości 7 metrów w miejscu oddalonym od najbliższych pól uprawnych czy siedzib ludzkich o co najmniej 5 km. Same zdane tylko na siebie stawiły czoła wszelkim przeciwnościom losu. Oprócz pszczół wracających obładowanych pyłkiem miłym dla oka był widok świeżych tegorocznych plastrów. 


Barć bohater

Nowe, tegoroczne plastry, znak odradzającego się życia.

Robotnica w pracy

Barć w dębie i kłoda na Chylinkach gdzie pszczołom nie udało się przezimować, zostały oczyszczone i pozostawione otwarte do przewietrzenia, w połowie maja powtórzę zabiegi mające na celu przyciągnięcie nowych roji i przygoda  zacznie się na nowo.  Podsumowując 3 z 5 rodzin przetrwało zimę, więc bilans w przyrodzie mamy dodatni. Rodziny które przetrwały w drugiej połowie maja wypuszczą rujki i polecą zasiedlać na nowo leśne barcie i kłody, których na ten sezon przygotowuje znacznie więcej.

poniedziałek, 23 marca 2015

Praca i edukacja

Pierwszy dzień wiosny za nami, i pierwsze obloty. Pszczoły w 2 barciach wznowiły loty 12 marca. Do pozostałych 3 nikt przez tych kilka dni dobrej pogody nie zaglądał. Planowałem, zrobić generalne przeglądy w ostatni weekend, ale warunki pogodowe na to nie pozwoliły. W zeszły weekend zresztą też padało i było w okolicy 0 stopni. Także póki co z przeglądów nici, ale za to udało się wciągnąć kłodę i wykonać nową barć w sośnie. Prace odbyły się 14 marca, pomagali mi w nich Paweł Mikucki i Kamil Szałwiński. Choć założenia były ambitne: wykonanie barci w drzewie od podstaw oraz jednoczesne wykończenie kłody bartnej i wciągnięcie jej na drzewo, to prawie cały zakres udało się osiągnąć. Praca szła sprawnie, bo każdy z nas wiedział, co ma robić. Samo wciąganie i osadzanie kłody na podstawce wkręcanej w drzewo zajęło więcej czasu niż planowałem i zabrakło nam około godziny na dokładne wpasowanie zatworu do nowo wykonanej barci. Nic straconego - w tym miejscu ma zawisnąć w tym sezonie jeszcze jedna kłoda, więc jak wrócimy tu ją wciągać, to dokończymy przy okazji barć w sośnie.

Każdy wie, co ma robić, zdjęcie z rusztowania

Barć wyposażona w boczny wlot, tu jeszcze bez oczkasa

Niewielka polanka z dużym pniem po wyciętym świerku po środku

W ostatnim tygodniu próbowałem swoich sił jako nauczyciel. Zostałem zaproszony do gimnazjum przy liceum, do którego uczęszczałem, by przeprowadzić dwugodzinną lekcję o bartnictwie. Za swój duży sukces uważam fakt, że przez całe 2 godziny udało mi się utrzymać ich uwagę. Następnego dnia miałem lekcję w podstawówce numer VI w Augustowie. Zapomniałem dopytać jaka klasa, bo przecież rozstrzał wiekowy w szkole podstawowej jest dość spory. Na miejscu okazało się, że występ jest przed całą szkołą, także dzieciaczki od zerówki po szóstą klasę. Spotkanie zostało zorganizowane w ramach obchodów dnia matematyki i swoją opowieść starałem się przeplatać ciekawostkami i zadaniami matematycznymi, związanymi z życiem pszczół. A jak poszło? Ja jestem zadowolony, a po liczbie rąk w górze i pytań, które co chwila padały, myślę, że i dzieciakom się podobało. 


Prezentacja leziwa


Na maj jesteśmy umówieni z panią dyrektor na prezentacje rzemiosła bartniczego w bardziej naturalnych warunkach. Wybiorę się wraz z klubem turystycznym działającym w szkole na wycieczkę ścieżką "Tropem Wilka" w Nadleśnictwie Głęboki Bród, przy której mam ulokowanych 4 barcie. Tam dzieci poznają pszczółki z bliska, a raczej z bezpiecznej odległości:)




piątek, 6 marca 2015

Lutowe weekendy

Zima powoli się już u nas kończy, śnieg zniknął niemal całkowicie nawet z zacienionych fragmentów puszczy. Pora zabrać się trochę bardziej intensywnie do pracy przy powstawaniu nowych barci. plany są ambitne i może weekendów do maja nie starczyć, ale zacznijmy od początku. W sobotę 21 lutego pojechaliśmy z Krzyśkiem Kaszubą i Kamilem Szałwińskim, aby zabrać ich kłody powstałe w trakcie ostatniego Barciowiska - w październiku zeszłego roku. Kłody zimę przeleżały pod gołym niebem, na warsztatach Nadleśnictwa w Augustowie. Szkoda, bo materiał wiele na tym ucierpiał. Niektóre z nich były zostawione zatworem lub oczkasem do góry, więc zamokły i zawilgotniały od środka, krawędzie dłużni pozarastały pleśnią, co raczej przy ich zasiedlaniu nie będzie pomocne. Na szczęście do wieszania i pierwszych rójek jest jeszcze trochę czasu i te zaniedbania można jeszcze nadrobić przez ich gruntowne przewietrzenie i staranne wykończenie. Zawieszać je planujemy na początku kwietnia.

Jak nie składować kłód przez zimę

Mieliśmy nie lada problem jak w 3 osoby poradzić sobie z załadowaniem na busa 2 kłód ważących po ponad 250 kg, z pomocą przyszły nam proste prawa fizyki, drugie auto i linka holownicza.




W kolejną sobotę, 28 lutego, zabrałem się wraz z Pawłem Mikuckim i Danielem Czaplińskim za dłubanie następnych kłód we Frąckach. Robota szła sprawnie, choć przez większość dnia padał deszcz. W trakcie pracy zostawiłem chłopaków na godzinę samych i pojechałem z leśniczym z Wierśni szukać nowych lokalizacji na wydłubanie barci oraz na wciągnięcie kolejnych kłód. Udało się wytypować 3 miejsca na terenie tego leśnictwa, które zostały przedłożone jako propozycje Nadleśniczemu.


1) Dąb na którym mi najbardziej zależy, aby powstała w nim barć - piękny okaz jakich mało jest w naszych lasach.


 2) Sosna przy tak zwanej granicznej drodze, niecałe 2 km od miejscowości Frącki.




3) Zagajnik w okolicy wsi Tartaczysko, miejsce na barć i 2 kłody, idealne na pikniki z miodem bartnym:)




Kłody wymagają jeszcze trochę pracy: zrobienia oczkasów, wpasowanie zatworów itp. Weekend i 2 pomocników powinno wystarczyć, aby je dokończyć. Jutro transport kolejnych materiałów do Frącek, na jednym ze zrębów obok "granicznej drogi" znalazłem pień świerkowy, wypróchniały w środku jak rura. Będę próbował zaadoptować go na ul kłodowy według opisu  z książki "Nauka koło pasiek" pana Walentego Kąckiego z 1614 roku.














poniedziałek, 9 lutego 2015

Podlaskie Otwarte



5 lutego w Filharmonii Podlaskiej wręczono po raz pierwszy nagrody w konkursie „Podlaskie Otwarte”. Konkurs, jak podaje na swojej stronie Urząd Marszałkowski, „polega na wyłonieniu i nagrodzeniu osób i inicjatyw, które najlepiej przysłużyły się dla rozwoju województwa podlaskiego w zakresie: wspólnego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego, nauki i edukacji, przedsiębiorczości w wymiarze transgranicznym i międzynarodowym, wpisując się w Strategię Rozwoju Województwa Podlaskiego do 2020 roku”.
– Podlasie to ludzie, którzy tu mieszkają, którzy są aktywni, chcą rozwiązywać problemy lokalne, którzy chcą się angażować w życie społeczne naszego regionu, są tolerancyjni i otwarci na innych. To taki obraz regionu, do którego chce się przyjechać – mówił podczas gali wicemarszałek województwa, Maciej Żywno.

Do konkursu zostałem zgłoszony we wrześniu zeszłego roku, w listopadzie odbyło się głosowanie internetowe. Następnie w grudniu nad kandydaturami pochyliła się kapituła konkursowa, która to wyłoniła zwycięzców. I tu muszę odnotować pierwszy duży sukces na niwie mojej działalności bartniczej - zdobyłem główną nagrodę w kategori Kapitał Społeczny! Muszę przyznać, że było to dla mnie zaskoczeniem, bo konkurencja była bardzo duża i już samo miejsce w gronie tak zacnych kandydatów było dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Ciesze się, że moje działania zostały dostrzeżone na poziomie województwa, bo choć nagrodę stanowi wyłącznie gliniana statuetka, to na pewno łatwiej mi teraz będzie umotywować kolejne wnioski o dofinansowanie. 


 


Na koniec link do artykułów w lokalnej prasie:
http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150208/REGION/150209770

http://www.wrotapodlasia.pl/pl/wiadomosci/promocja_wojewodztwa/Gala_I_edycji_Konkursu_Podlaskie_Otwarte_.htm






wtorek, 20 stycznia 2015

Dębobity i Latające Nikory

18 stycznia wraz z żoną odbyliśmy wycieczkę krajoznawczo-noworoczną z wizytami u kilku znajomych, których poznałem na przestrzeni ostatniego roku w związku z moją bartniczą pasją. Zaczęliśmy od wizyty u leśniczego w Dworczysku. Udało mi się w końcu znaleźć czas i namówić Adriana, aby pokazał mi starą barć w lipie rosnącą tuż przy granicy polsko-litewskiej, o której wspominał mi już we wrześniu, jak się poznaliśmy. Po dotarciu na miejsce Adrian zaprowadził nas do niepozornego drzewa. 





Otwór bartny, był mocno zabliźniony, jednak widać jego regularny kształt wycięty przez człowieka. Znajduje się na wysokości około 3 metrów. Sądząc po szczelinach poniżej otworu bartnego, dziupla była naturalnie zasiedlona przez pszczoły. Następnie ktoś wyciął większy otwór, aby dostać się do gniazda i ograniczył go deską - jej fragment wrośnięty w drzewo jest jeszcze widoczny..


Po krótkiej wizycie na Dębowym Wzgórzu odwieźliśmy Adriana do Dworczyska, droga w obie strony to ponad 15 km leśnych przecinek i traktów. Kolejnym punktem wycieczki była wizyta u Pana Szyryńskeigo w Posejnelach - jadąc tam skrótem przez puszczańskie dukty zatrzymaliśmy się na chwilę przy sośnie bartnej na Wielkim Borze. Jeszcze przed zatrzymaniem samochodu na polanie uwagę moją przykuł brak ogacenia, które montowałem w październiku. Pomyślałem, że pewnie wichura zwaliła. Podchodząc jednak do sosny bartnej bliżej, zauważyłem, że cały zatwór - jak i jego okolice - są podrapane.




Z kolei pod drzewem - na zrzuconych gałęziach świerkowych, które stanowiły dodatkowe ocieplenie barci na zimę, leżały grube, wydrapane pazurami, wióry. Barć jest 7 metrów nad ziemią, więc nie każde zwierzę ma tam dostęp. Misie wykluczamy, ponieważ na tych terenach od dawna nie występują, poza tym mamy zimę i powinny spać w swoich gawrach.


Na ziemi widoczne wióry wydrapane z zatworu i poszarpana linka utrzymująca ogacenie

W podaniach ostatnich bartników znalazłem kiedyś fragment o upiorze bartnym - Latającym Nikorze, "co to paskudzi swym odorem odczynione dzienie i ślepioty od nich odwodzi". Prawdopodobnie było to dalekie wspomnienie o występującej niegdyś w naszych puszczach polatusze - gryzoniu z rodziny wiewiórkowatych. Moja 2,5 letnia córka mówi, że to "dębobity" zrobiły - takie stworzenia, podobne do hatifnatów, żyjące w drzewach. I mam podstawę do przyjęcia jej teorii o "dębobitach", bo jak wiadomo: lubią miód, doskonale się wspinają i mają ostre zęby:). A odstawiając żarty o niedźwiedziach i "dębobitach" oraz legendy o Latających Nikorach na bok, to prawda jest taka, że stoi za tym kuna. Taka wysokość nie jest dla niej żadną przeszkodą, natomiast 8 cm deski sosnowej wpasowanej na sztywno w otwór bartny już stanowi barierę znacznie utrudniającą dostanie się do środka. Dlatego warto robić zatwory wystarczająco grube, aby oparły się zakusom tych zwierząt. Brak jednego z kluczy w prawym dolnym roku mam nadzieję, że świadczy o tym, że sprawca tych zniszczeń stracił równowagę i spadł na ziemię. To go powinno oduczyć. 


Mam nadzieje, że brak jednego z kluczy świadczy o tym, że intruz doznał dotkliwego upadku