poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Wieszanie kłody - praktyka

W sobotę 26.04.2014 nastał w końcu  długo oczekiwany dzień wciągania kłód na drzewa. Przyszła  pora zweryfikować teorie na temat umieszczania 200-kilogramowej kłody na wysokości kilku metrów z problemami, jakie pojawiają się podczas takiego przedsięwzięcia. Na pierwsze miejsce wybrałem sosnę rosnącą na skraju drogi dojazdowej do domu moich rodziców pod Frąckami. Drzewo ma pierwsze solidne odrosty na wysokości trochę ponad 4 m, po przycięciu posłużą one za podpórkę pod kłodę bartną.Wstałem trochę po 6 rano i po szybkim śniadaniu zabrałem się za kompletowanie narzędzi i sprzętu i wykonywanie czynności, które mogę wykonać w pojedynkę. Już koło 7. zacząłem toczyć kłodę pod wybrane wcześniej drzewo - odcinek 200 m zajął mi ponad 20 minut. Następnie wlazłem na drabinę i przystąpiłem do przycinania zbędnych gałęzi ręczną piłką. Koło godziny 8. przyjechał Paweł Mikucki, aby mi pomóc, niedługo potem zjawiło się 2 pracowników Nadleśnictwa Głęboki Bród z wyciągarką samochodową. Wkrótce też zjawił się Piotr Malczewski z kolegą Danielem, aby zrobić nam kilka zdjęć. Plan był prosty i mniej więcej przemyślany: jakieś 3 m nad miejscem, w którym będzie stała kłoda, montujemy stanowisko z bloczkiem budowlanym, następnie wkręcamy w kłodę stalowe ucha, do których zaczepiamy linkę stalową 5 mm, przepuszczamy ją przez bloczek i łączymy z liną z wyciągarki i w ten sposób wciągamy kłodę na przygotowane wcześniej stanowisko. 


Pierwsza próba zaraz się zacznie

Przy wciąganiu pomagali pracownicy Nadleśnictwa Głęboki Bród
Kiedy wszystko było już gotowe i wyciągarka poszła w ruch zaczęły się poważne problemy. Ledwo kłoda oderwała się od ziemi, na wysokości około 0,5 m z głuchym odgłosem spadła na ziemię. Co gorsze - naprężona linka stalowa strzeliła z dużą siłą w ziemię, na szczęście strat w ludziach ani sprzęcie nie powodując. Po tym wypadku zaczęliśmy analizować co poszło nie tak i szybko doszliśmy do wniosku, że linka strzeliła na wysokości bloczka. Wlazłem więc znowu na drzewo po drabinie, a następnie po gałęziach, aby odczepić bloczek. Jak się okazało, badziew za 5 zł, mający podobno utrzymać ciężar do 500 kg, zdeformował się pod ciężarem kłody. Kiedy rolka przestała się obracać, zblokowana linka siłą wyciągarki została zerwana. Z porażki tej zaczęliśmy powoli wyciągać naukę: auto musi stać dalej od drzewa, aby kąt na bloczku nie był zbyt ostry - im większy kąt, tym większa siła jest potrzebna do wciągnięcia kłody, a co za tym idzie linka na bloczku stawia większy opór (gdybym tylko bardziej uważał na fizyce... - zadania tego typu kojarzę z lekcji w szkole średniej). Daniel, który przyjechał wraz z Piotrem robić zdjęcia, jest zawodowym marynarzem, pływał przez pół roku na Darze Pomorza i o wciąganiu ciężkich rzeczy wiedział bardzo dużo. Gdyby nie jego wskazówki i 50 m liny wspinaczkowej, którą akurat miał w samochodzie, to kłodę pewnie bym z powrotem toczył do drewutni. 

Szybko zabraliśmy się za kolejną próbę. Tym razem stanowisko na tej samej gałęzi co poprzednio założyłem z taśmy alpinistycznej, z ekspresem który miał posłużyć za bloczek. Jeden koniec przywiązaliśmy do kłody, drugi do haka holowniczego samochodu leśników. Drugą cieńszą linką przewiązaliśmy kłodę w połowie wysokości, aby móc nią manewrować  przy wciąganiu i ustawianiu na przygotowanym miejscu.

Dolna lina pozwala na manewrowanie wciągana kłodą





 
 
 
Kiedy kłoda stanęła w końcu na wyznaczonym miejscu, było około południa. Odetchnąłem z ulgą i zabrałem się za przymocowywanie jej do drzewa za pomocą linki stalowej i zacisków. Aby ułatwić sobie pracę, założyłem stanowisko z leziw, co okazało się bardzo dogodnym rozwiązaniem.




Razem z Danielem zacisnęliśmy stalowe pętle na drzewie i wbiliśmy drewniany klin przygotowany na ziemi przez Pawła. Klin wbity pomiędzy kłodę a drzewo napiął linki stalowe zabezpieczające kłodę oraz przejął na siebie część ciężaru kłody. Po takim zabezpieczeniu kłody można było odczepić linę, na której ją wciągaliśmy. Do napięcia linki stalowej przydałyby się śruby rzymskie, które - zamontowane między drzewem a kłodą - napinałyby liny mocujące kłodę.



Teraz zostało tylko zamontowanie przygotowanego wcześniej daszku z gontu i można otwierać szampana.




Wszystkie zdjęcia autorstwa Piotra Malczewskiego zamieszczone za zgodą autora.
Bardzo dziękuję wszystkim za pomoc i zaangażowanie w zawieszaniu pierwszej kłody!


wtorek, 22 kwietnia 2014

Zamykanie barci

Ostatnio miałem mało czasu aby aktualizować bloga, ponieważ wieczorami w pocie czoła przygotowywałem kolejny wniosek o dofinansowanie mojego projektu pt. "Rekonstrukcja bartnictwa w Puszczy Augustowskiej". O dofinansowanie ubiegam się już po raz trzeci za pośrednictwem Lokalnej Grupy Rybackiej "Pojezierze Suwalsko-Augustowskie". Tym razem chciałem, żeby wniosek był dopracowany do ostatniego szczegółu i mam nadzieję, że to mi się udało. O dwóch poprzednich próbach można przeczytać na moich wcześniejszych wpisach. Wnioski będą oceniane przez Komitet - organ LGR-u - 28 kwietnia, potem pewnie standardowo czeka mnie odwołanie od krzywdzącej decyzji Komitetu i ponowna ocena wniosków przez ten sam organ. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się dostać środki na ochronę pszczoły środkowo-europejskiej linii augustowskiej poprzez zakładanie nowych barci i promocję bartnictwa. Trzymajcie za mnie kciuki!

Zmieniając temat, wróćmy do wydarzeń z przedświątecznego weekendu. W sobotę, 12 kwietnia, wraz z Pawłem Mikuckim dokonaliśmy ostatnich poprawek w 2 barciach znajdujących się w żywych drzewach (jedna moja barć jest w dębie, 6 metrów nad ziemią, a druga - w sośnie, prawie 7 metrów nad ziemią). Prace polegały na wygładzeniu wnętrza, wykonaniu poprzeczek do podtrzymywania plastrów, spryskaniu wnętrza propolisem i zamontowaniu fragmentów ociekających miodem plastrów woskowych na zachętę dla przyszłych lokatorek. Następnie komory bartne zostały zamknięte na głucho zatworami. Prace były  prowadzone z rusztowania, które pożyczyła nam kolejny raz firma BUK Konstrukcje z Augustowa. Odnośnie wabienia pszczół do barci - w literaturze spotkałem się z kilkoma stosowanymi technikami, np.poprzez zostawianie suszonych lub świeżych ziół albo sporządzanie wywarów ziołowych, którymi smarowano ściany barci. Ja postanowiłem sięgnąć do nieco innych sposobów: wnętrza barci spryskałem propolisem rozrobionym wcześniej ze spirytusem i wódką (podobnie robi się nalewki). Alkohol raz dwa wyparuje, a propolis, czyli mleczko pszczele, zostanie na ściankach. Pszczoły podobno lubią się osiedlać w miejscach, które już kiedyś zajmował jakiś rój, a obecność pszczelego mleczka właśnie to sugeruje. Dodatkowo zamontowałem kawałek plastra wosku z miodem. Miód w barci może ściągnąć nie tylko pszczoły, ale również osy czy szerszenie, a jeśli ściągnie pszczoły, to nie koniecznie po to, aby się tam osiedliły - równie dobrze miód może być przez nie zagrabiony do innego ula. 
Barcie powinno zamykać się tuż przed okresem rojenia się pszczół, czyli pod koniec maja. Zabrałem się za to teraz, ponieważ w drugiej połowie maja raczej nie będę miał czasu, aby się tym zająć. Przed czerwcem jest jeszcze sporo do zrobienia, a wolnego czasu - niewiele. W planach na nadchodzący miesiąc mam:
1) wciągnąć na drzewa 3 kłody bartne oraz wykonać zabiegi związane z wabieniem do nich pszczół;
2) dokończyć ul kłodowy (stojak);
3) wykonać zabiegi związane z wabieniem pszczół w 3 ulach kłodowych.




Warsztat pracy

Wnętrze barci w dębie - gotowe na przyjęcie pszczół



Wnętrze barci w sośnie

Gotowe



 


wtorek, 8 kwietnia 2014

Weekendowy maraton dziania kłód

Za nami bardzo pracowity weekend. Wraz z Pawłem Mikuckim spędziliśmy go na dłubaniu kłód bartnych. Zarówno w sobotę, jak i niedzielę, pracę zaczynaliśmy przed godziną 8.00, a do domów wracaliśmy koło 19.00. Dzięki temu udało nam się dokończyć 3 kłody bartne, które w przyszły weekend zostaną wciągnięte na drzewa. W niedzielne popołudnie w pracy pomagał nam również Jarek, kolega Pawła, który przyjechał do nas wraz z 8-letnim synem Filipem. Skoro przyjechał, to zaraz podtoczyliśmy mu czwartą kłodę - niech ma zajęcie.
Dwie kłody, w których wcześniej wykonałem otwór bartny, należało przygotować do przyjęcia pszczół, a mianowicie: wygładzić wnętrze barci, tak aby było w miarę gładkie, bez ostrych zadziorów; zamontować poprzeczki do zaczątków plastrów; wywiercić boczny wlot dla pszczół wraz z oczkasem - listwą zmniejszającą średnicę wlotu i będącą jednocześnie jedną z poprzeczek oraz wykonanie i wpasowanie zatorów - belek zamykających komorę bartną. Z trzecią kłodą było nieco więcej roboty, bo tam - oprócz powyższego zakresu prac - należało najpierw wykonać otwór bartny za pomocą pieszni i cieślicy. Przy czwartej kłodzie dochodziło jeszcze wycięcie piłą otworu bartnego. Jej nie udało nam się skończyć. Także obecnie we Frąckach czekają 3 kłody bartne, które w najbliższą sobotę zawisną w okolicznym lesie.

Jeśli pokrótce miałbym opisać proces powstawania takiej kłody wyglądałoby to następująco:

1) Kłoda powinna mieć średnicę 50-60 cm, długość od 1,3 do 1,7 m. Najpierw należy wybrać stronę, z której wykonamy barć. Oglądamy ją z każdej strony, wybierając taką, która jest najbardziej regularna, bez widocznych wzniesień sugerujących obecność starych odrostów, a w konsekwencji sęków. Jeśli w kłodzie występują takie miejsca, możemy je wykorzystać do wykonania bocznego wlotu dla pszczół. W tym celu otwór bartny należy zlokalizować na lewo od takiego miejsca.
2) Wyznaczamy krawędzie przyszłego otworu bartnego poprzez nacięcie kory siekierką lub dłutem. Następnie nacinamy kłodę wzdłuż wyznaczonych krawędzi piłą - na początek płytko, tak aby można było nanieść jeszcze ewentualne poprawki.
3)  Tniemy piłą do żądanej głębokości (najlepiej kilka centymetrów mniej niż mamy zamiar - tak na wszelki wypadek) cztery nacięcia wzdłużne, w taki sposób, że zewnętrzne cięcia pokrywają się z wyznaczonymi wcześniej liniami krawędzi otworu bartnego. Następnie wykonujemy poprzeczne nacięcia u podstawy, na górze i w połowie wysokości przyszłego otworu bartnego.
4) Wyłamujemy nacięte w ten sposób deseczki za pomocą łomu, długiego dłuta lub siekiery.
5) Lekko pogłębiamy i poszerzamy otwór bartny, tak aby nabrał kształtu trapezu, a plecy barci były pozbawione śladów po cięciu piłą i zadziorów. Czynności te wykonujemy za pomocą pieszni, cieślicy i młotka.
6) W górnej części barci wykonujemy cięcie piłą pod kątem albo dziejemy piesznią, tak aby powstał ostry skos.
7) Wygładzamy ściany i plecy barci skrobakiem i dłutami, tak aby zostawić jak najmniej zadziorów.
8) Wiercimy boczny wlot dla pszczół, zwykle na prawo od otworu bartnego. Możemy tego nie robić, wtedy należy wykonać więcej wlotów w zatworze.
9) Wykonujemy i wpasujemy zatwór - 1- lub 2-częściową deskę o grubości 7-8 cm, która będzie zamykać naszą kłodę. Wykonujemy w niej nacięcia na ścianach stanowiące wloty dla pszczół.
10) Wykonujemy kilka poprzeczek i montujemy wewnątrz otworu bartnego w górnej jego części i połowie wysokości. Poprzeczki te posłużą pszczołom do podtrzymania plastrów wosku.
11) Jeśli wykonaliśmy boczny wlot dla pszczół należy go przewęzić tak zwanym oczkasem - deseczką zwężająca wlot, jednocześnie będącą jedną z poprzeczek do podtrzymywania plastrów, ponieważ opiera się ona o przeciwległą ścianę barci.



Zaczynamy od wykonania nacięć
Piesznią lub łomem wyłamujemy deski i wygładzamy spód komory bartnej
Pobijak przydaje się do bardziej precyzyjnego operowania piesznią, szczególnie przy poszerzaniu otworu bartnego
Wygładzanie ścian barci, aby łatwiej wpasować zatwór
Wpasowywanie zatworu

Przyjechał kolega, więc podtaczamy czwartą kłodę, niech ma zajęcie
Stanowiska naszej pracy

Chwila przerwy

Niektóre czynności przy wykańczaniu wnętrza łatwiej wykonywać jak kłoda stoi w pionie
Jedna kłoda z głowy

Praca zakończona
Jeszcze pamiątkowe zdjęcie i można wracać do domu



czwartek, 3 kwietnia 2014

Włażenie na cudzą barć

Wczoraj, czyli w środę 2.04, udało mi się w końcu umówić i spotkać z leśniczym z Czarnego Brodu - panem Adamem. Zależało mi na spotkaniu, ponieważ pan Adam opiekuje się barcią wykonaną przez Baszkirów w kwietniu zeszłego roku, poza tym uczył się wchodzić na drzewa za pomocą leziwa na szkoleniu w Pszczelej Woli. Niektórzy z tamtejszych uczniów bardzo dobrze opanowali tą technikę, więc miałem nadzieję na kilka cennych wskazówek i się nie zawiodłem. Ale może zamiast wchodzić w szczegóły kręcenia pętli na pniu kilka słów o "baszkirskiej" barci: znajduje się niedaleko Stanicy Wodnej PTTK "Swoboda" w stronę śluzy o tej samej nazwie. Zdziwiło mnie, że ulokowana jest tak nisko nad ziemią - niespełna 4 metry. Jeśli dobrze pamiętam z mapy, to zorientowana jest na południowy-wschód, a wlot dla pszczół umieszczony jest na prawo od otworu bartnego. W pobliżu znajduje się również sosna, w której Baszkirzy wycieli stopnie - zapewne po to, aby zademonstrować swój tradycyjny sposób wchodzenia na drzewa za pomocą pasa plecionego z końskiej skóry. Jest to sposób znacznie szybszy od gramolenia się po leziwie, a w ostateczności dla pszczół przecież wszystko jedno jak do nich się dostaniesz - i tak jesteś intruzem czyhającym na ich skarb. 



Prywatna kłoda bartna leśniczego z Czarnego Brodu.

Barć wykonana przez Baszkirów w kwietniu 2013 roku - niezasiedlona.
Stopnie wycięte w sośnie przygotowywanej na kolejną barć.

Zbliżenie na dwuczęściowy zatwór (po prawej) i oko dla pszczół (po lewej).
Włażenie na cudzą barć - liny jeszcze mi się plączą na pniu.