niedziela, 22 grudnia 2013

Dłubanie w kłodach


Przez ostatnich kilka tygodni mało w temacie bartnictwa się u mnie działo, ale nie do końca. Pod koniec listopada złożyłem w kolejnym konkursie organizowanym przez LGR mój projekt rekonstrukcji bartnictwa. Po wstępnej ocenie dostał 25 na 45 punktów. Zmienił się nieco sposób oceny wniosków i tym razem ocenie podlega kompletność dokumentacji, wcześniej wnioski niekompletne były po prostu nie przyjmowane. Mój błąd polegał na tym, że zamiast zaświadczenia o numerze konta, na który ma być wpłacona zaliczka przedstawiłem oświadczenie… Z przyznaną punktacją się oczywiście nie zgodziłem i złożyłem stosowne odwołanie. Biorąc pod uwagę to, jak wygląda przyznawanie dotacji z IV naboru, od opublikowania ostatecznej listy rankingowej do podpisania umów, zejdzie znowu z pół roku. Aha, dzwoniłem w piątek do Urzędu Marszałkowskiego z IV naboru podpisują dopiero pierwszą umowę na dofinansowanie z OSP Raczki, następnie będą proponowali realizacje częściową kolejnym wnioskom, a mój jest 3 w tej kolejce, więc jest szansa, że coś się ruszy w przeciągu stycznia. Ale te sprawy zostawmy na bok i bierzmy się za dłubanie kłód...

Poniżej kilka zdjęć ukazujących efekty pracy i narzędzia. Wygląda na to, że czeka mnie wkrótce rewizyta u pana kowala. Bo o ile dłuto i siekierka doskonale spisują się przy dłubaniu w głąb pnia, to poszerzanie od środka otworu bartnego jest bardzo ograniczone przez zagięcie końcówki dłuta ku dołowi. Do tego zadania niezbędne będzie masywne, proste dłuto osadzone na wprost.



poniedziałek, 18 listopada 2013

Szkolenie


W ten weekend zostaję zaproszony na szkolenie organizowane przez Augustowskie Koło Polskiego Związku Pszczelarskiego. Wykłady prowadzi dwójka pszczelarzy z Dolnego Śląska. Na szkoleniu, oprócz pana A.  z osób, które znam lub zdążyłem niedawno poznać w ramach moich działań, jest jeszcze pan Tadeusz W. oraz mój wujek Michał, który jest początkującym pszczelarzem. Tematyka pierwszego dnia obejmuje wychów matek pszczelich, a drugi dzień poświęcony jest chorobom i pasożytom pszczół. Niemal przy każdym zagadnieniu zastanawiam się, jak zastosować daną praktykę w środowisku barci. W większości dochodzę do wniosku, że jednak z wieloma problemami moje pszczoły będą musiały poradzić sobie same. Tak to działało i ma działać! Ingerencja bartnika w życie pszczół bartnych jest ograniczona do minimum i polega na zaglądaniu do barci 3, góra 4 razy do roku:
1)      Na wiosnę, po tym jak pszczoły wznowią loty, należy barć otworzyć, oczyścić, ocenić w jakiej kondycji rój przezimował. Jeśli nie przezimował, należy ją dokładnie wysprzątać, usunąć stary wosk, zdezynfekować (wypalić) i zostawić otwartą do końca maja, czyli początku okresu rojenia się pszczół.
2)      Drugi raz zaglądamy do pszczół  pod koniec lipca tylko po to, aby zobaczyć w jakiej kondycji jest rodzina pszczela oraz czy przypadkiem rój nam nie uciekł. W tym wypadku możemy nawet nie otwierać barci tylko ocenić kondycję roju z zewnątrz.
3)   W połowie września otwieramy barć, żeby wybrać miód, należy to robić rozważnie, ponieważ pszczołom musi zostać tyle miodu aby przetrwały na tym zapasie do wiosny. W gospodarce pasiecznej, pszczołom zabiera się ich cały urobek dając w zamian wodę z cukrem, mieszankę glukozy, maltozy i inne cukry. A bartnik nie rabuje w ten sposób swoich rodzin.
4)      Jak już będzie na tyle zimno, że pszczoły wstrzymają wyloty z gniazda, należy ostatni raz dostać się do barci, aby zabezpieczyć ją przed zimą.

Nie podaje się pszczołom żadnych lekarstw na warozę - pajęczaka, pasożyta pszczół żerującego na larwach, zgnilca lub inne choroby. Skoro mleczko pszczele i miód ma działanie antybakteryjne i używane jest do zwalczania wirusów, bakterii oraz przy wielu innych chorobach, dlaczego nie może posłużyć pszczołom do ochrony własnych larw i siebie przed podobnymi schorzeniami? No właśnie, doświadczenia Baszkirów pokazują, że waroza mimo że obecna w barciach, to jednak prawie nigdy nie powoduje wymierania całych roi, jak to ma miejsce w zwykłych ulach. Pszczoły radzą sobie z nim tylko w sobie znany sposób właśnie dlatego, że człowiek im za bardzo nie przeszkadza. Baszkirzy przy prowadzeniu pasiek stosują rozmaite leki na warozę, natomiast pszczołom żyjącym w barciach żadnych leków nie podają. To samo zresztą usłyszałem na Białorusi.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Kowal w Smolanym Dębie


W piątek zadzwonił do mnie kowal, pan Henryk D., że narzędzia, które zamawiałem są do odebrania. Narzędzia zamawiałem w połowie września, termin wykonania był taki długi, ponieważ kowal podszedł bardzo profesjonalnie do zlecenia i nie zaczynał roboty, dopóki wszystkiego dokładnie nie zaplanował. A znalezienie odpowiedniego materiału zajęło kilka tygodni. Na piesznię (dłuto) i siekierkę rurową została przerobiona półośka od ciężarówki. Dłuto jest osadzone na tulejce o średnicy prawie 50 mm, ostrze jest zaokrąglone i lekko pod kątem w stosunku do osi dłuta, długość ostrza wynosi również 50 mm. Takie wykonanie było charakterystyczne dla terenów Łotwy. W innych obszarach, od Łużyc po Ural, używano zazwyczaj dłut o prostych ostrzach szerokości 45-50 mm, zakończonych 30 cm tuleją, na której osadzano osikowy, grabowy bądź dębowy trzonek. W zależności od terenu różnice występują w długości trzonka. Czasem dodatkowo przeciwległy koniec był obciążony dodatkowym ciężarem w celu przesunięcia środka ciężkości. Siekierka rurkowa natomiast jest to narzędzie do drążenia i  wykończania „pleców barci”. Jest to półokrągłe, dłutowate ostrze szerokości prawie 50 mm, z wyglądu przypomina nieco czekan zakończony dłutem zamiast ostrza.

czwartek, 31 października 2013

Transport


Telefonicznie koordynuję akcję przewiezienia pniaków. Zostają przetransportowane około 15.00 do Frącek, w kasie nadleśnictwa za drewno składa opłatę w moim imieniu pan Kowalski ponieważ ja nie mogę urwać się z pracy. Drewno kosztowało 182,5 pln + flaszkowe dla przewożącego.

niedziela, 27 października 2013

Kłody spod Macharc


O 11.00 mam się spotkać w lesie z leśniczym panem Dz., który pokaże mi gdzie leżą ścięte kłody. Jadę, siąpi lekka mżawka. Zatrzymuję auto przy głównej drodze i tam przesiadam się w samochód pana Dz. Po kilku minutach jesteśmy na miejscu. Zamiast 2 na miejscu leży 5 pniaków: cztery po około 1,7 m długości i jeden krótszy. Średnica pierwszych dwóch przekracza 65 cm, te będą idealne na stojaki (ule). Pozostałe dwa nieco węższe i mniej masywne nadadzą się świetnie na kłody bartne do wciągnięcia na drzewo. Jako że to drewno kupca jeszcze nie miało, to decyduję się na zabranie 4 z 5 pniaków. Sam nie mogę jednego nawet potoczyć, nie mówiąc już  o postawieniu któregoś do pionu. Jak z objętości szybko wylicza pan Dz. te większe ważą po około 280 kg, mniejsze około 180 kg, ciężkie żywiczne drewno. Przetransportowanie ich do rodziców na działkę własnymi środkami byłoby nie lada wyczynem. W kwestii transportu pomocną dłoń wyciąga do mnie pan leśniczy, proponując że w tygodniu robotnicy leśni, którzy będą pracować w okolicy mogliby je przetransportować do Frącek za drobną opłatą – świetnie! Drewno ma wartość opału, ponieważ drzewo było ohubione, lekko zmurszałe w środku - z punktu widzenia bartnika to plus, w miękkim drewnie łatwiej się dzieje.