wtorek, 23 września 2014

Expo Sejny 2014

W ostatni weekend w Sejnach odbyły się IV Międzynarodowe Targi Turystyczne na Pograniczu EXPO Sejny 2014, organizowane przez Lokalną Grupę Rybacką „Pojezierze Suwalsko-Augustowskie”. Swoją ofertę prezentowało tam ponad 140 wystawców z Polski, Litwy, Białorusi, Rosji, Ukrainy, a także -  jak co roku - nie zabrakło przedstawicieli Republiki Południowej Afryki. Rękodzieło, kulinaria oraz liczne propozycje miłego spędzenia czasu prezentowały ośrodki turystyczne, jednostki samorządowe, stowarzyszenia, gospodarstwa agroturystyczne, twórcy rękodzieła ludowego i produktów regionalnych.  Na targi zaprosiło mnie Nadleśnictwo Głęboki Bród, na terenie którego zakładam moje barcie. W stroju bartnika z XV wieku działem kłodę bartną, częstowałem odwiedzających bartnym miodkiem oraz  opowiadałem o swojej pasji. I dlatego nasze stoisko dostało pierwszą nagrodę za Najciekawszy Program Artystyczny Targów. Miałem nadzieję, że dzięki targom moje działania będą szerzej zauważone w regionie i chyba się udało.







Na stanowisku



Drugiego dnia targów, tym razem w roli odwiedzających



Na koniec relacja z targów w "Obiektywie" TVP Białystok:




wtorek, 16 września 2014

Kleczenie barci część II

Kleczenie barci skończyłem we czwartek, 12 września, wycinając plastry z 2 ostatnich barci. Na uwagę zasługuje smak i aromat miodu z dębu bartnego. Woszczyna wyciągnięta z niego oraz odrobina miodu jaką udało mi się stamtąd wyciągnąć miała aromat wędzonki - jakby była kopcona w dymie z palonego dębu. Zapewne jest to wpływ garbników zawartych w drewnie. Tych samych, które powodują, że po kilku godzinach pracy piesznią osadzoną na dębowym trzonku, ręce zaczynają parzyć, jeśli nie używa się rękawic. Miodu z dębu nie mieszałem z tym uzyskanym z pozostałych barci. Literatura mówi, że miód z dębu szybko się psuje (kiśnie). Dlatego był dawniej uważany za produkt gorszej jakości niż ten pozyskiwany z sosny czy lipy. Swoją drogą smak jest na tyle nietypowy, że postanowiłem na przyszły sezon przygotować jeszcze kilka barci w dębach.

Kleczenie bartnego dębu

Plastry z dębu mają specyficzny aromat

Zostało teraz ogacenie barci, czyli zabezpieczenie ich na zimę. Zastanawiam się, czy stosować jakieś większe zabezpieczenia oprócz zalepiania szpar i zbędnych otworów gliną. Podobno dzięcioły mogą próbować rozdziobywać kłody i barcie na przełomie października i listopada. Baszkirzy swoje barcie zabezpieczają przed nimi w ten sposób, że przybijają do kłody stalową siatkę o bardzo drobnych oczkach (o średnicy ok. 0,5 cm). Wtykają też gałęzie pod sznurek rozciągnięty pomiędzy sześcioma kołkami wbitymi na około otworu bartnego jako zabezpieczenie przed dzięciołami i kunami oraz jako ocieplenie na zimę.


wtorek, 9 września 2014

Kleczba, czyli leśne miodobranie


W dawnych czasach termin miodobrania był ściśle określony prawem, a kto ważył się wybierać miód wcześniej z barci niż inni członkowie bractwa bartnego, podlegał surowej karze. W drugim ze znanych kodeksów prawa bartnego pt. "Prawo bartne bartnikom należne", spisanym przez S. Skorodzkiego w 1616 roku, w temacie daty kleczenia barci, czyli wybierania z nich miodu, czytamy:
"Za sławnej pamięci urodzonego Andrzeja Modliszewskiego niekiedy starosty łomżyńskiego na rugu bartnym nowogrodzkim otrzymali bartnicy dekret takowy, iż żaden bartnik nie ma się ważyć kleczyć pszczół, aż do święta Podniesienia Krzyża Świętego [14 IX]. (...) A iż ten dekret zda się być bartnikom nie pożyteczny z tej przyczyny, iż co dalej to się większego złodziejstwa namnaża, którzy w ten czas gdy się bartnicy domowym gospodarstwem bawią, zwykli się do pszczół cudzych kleczenia ubiegać. Przeto dogadzając jakoby bartnicy szkód uchodzić mogli, postanowili między sobą (czego ganić nie trzeba) aby kleczbę zaczynali od Święta Narodzenia Panny Maryji [8 IX]. A któryby bartnik ważył się przed tym czasem pszczół kleczyć, ma być wina według dekretu w aktach generalskich opisanego karany".
Postanowiłem posłuchać zapisów zostawionych przez moich poprzedników z Puszczy Zielonej. I tak - pierwsza cześć mojego miodobrania, dramatycznie przerwanego przez niefortunny zbieg okoliczności, odbyła się w niedzielę, 7 września 2014 roku. W przedsięwzięciu pomagała mi Kinga Augustynowicz i mój wujek - Michał Tuski. Spotkaliśmy się na działce we Frąckach o godzinie 8 rano. Aby na początek nie było dużo chodzenia, oraz aby 'najgorsze' mieć już za sobą, zaczęliśmy od kleczenia kłody bartnej zlokalizowanej tuż przy bramie. Dlaczego najgorsze? Jest to jedyna barć zasiedlona przez pszczołę rasy środkowoeuropejską linii Augustowskiej. Jest to rasa będąca pod ochroną, i której to moje barcie mają służyć za schronienie. Byliśmy całkiem dobrze przygotowani do pracy z tą charakterną pszczołą na wysokości. Ja zasiadłem na ławeczce leziwa, a Kinga operowała z drabiny. Rój był całkiem spokojny, nawet po wyjęciu górnej części zatworu. Wpadł natomiast w szał, kiedy to stukając cieślicą, próbowałem wyciągnąć dolną część zatworu, zaklinowaną w otworze bartnym. Ponieważ próby delikatnego wyciągnięcia zatworu się nie powiodły, musiałem włożyć w to nieco więcej siły. Przy każdym uderzeniu widać było jak chmary kolejnych pszczół rzucały się do ataku. Ale co było zrobić? Plastry wycina się zawsze od dołu. Jeśli usuniemy górne części plastrów, to dolne mogą się nie utrzymać przyklejone do tylnej ściany, a przecięte kilkoma poprzeczkami (umieszczonymi wewnątrz kłody) mogą się złamać. Oprócz tego, rodzina nie będzie mogła zawiązać kłąbu, jeśli powycinamy plastry od góry. Poza tym pszczoły napełniają plastry miodem z góry na dół, jeśli zatem dolna część będzie pusta, znaczy to, że rodzina nie zebrała wystarczająco pożytków, aby się nimi z bartnikiem podzielić. Po napełnieniu wiaderka głównie pustymi plastrami i wycięciu kilku ociekających miodem, zamknęliśmy kłodę i zeszliśmy na ziemię. Ciekawe, że na jednym z plastrów znajdowały się aż 4 mateczniki. Pszczoła augustowska uchodzi za rojliwą, ale 4 matki z jednego roju w sezonie to już lekka przesada. Pszczoły nie przestały nas atakować, dopóki nie odeszliśmy jeszcze kilka metrów od kłody. Dopiero tam ściągnęliśmy kapelusze i zaczęliśmy przygotowywać się do przejazdu do kolejnej barci. Wtedy Kingę użądliła jedna zagubiona pszczoła w szyję. Po kilku minutach zaczął drętwieć jej język, a następnie puchnąć szyja. Pojechaliśmy szybko do szpitala w Augustowie - 28 km od Frącek. Stan jej był bardzo niepokojący, po drodze czerwieniała na twarzy coraz bardziej i zaczynała mieć problemy z oddychaniem, zadzwoniłem po karetkę, która wyjechała w naszą stronę. Kinga otrzymała zastrzyk z adrenaliny, po czym opuchlizna zeszła. Kinga została jeszcze przez kilka godzin na obserwacji w szpitalu, a ja  pojechałem kontynuować miodobranie z Michałem.
Otworzyliśmy jeszcze 2 kłody bartne znajdujące się przy ścieżce "Tropem Wilka" niedaleko Głębokiego Brodu. Z jednej wycięliśmy ponad 3 kilogramy plastrów z miodem, natomiast po zajrzeniu do drugiej stwierdziłem, że nie ma sensu podbierać miodu, bo pszczoły same ledwo co zapełniły 1/3 pojemności kłody. Ta rodzina wymagała wręcz dokarmienia przed zimą.
Za nami zatem pierwsza część miodobrania z bilansem: około 4 kg miodu z 2 kłód bartnych i kilka plastrów zaszytych, których nie ugniatałem. Ilości może niepowalające, ale cóż, ludzie mówią, że rok słaby. Może też dałoby się więcej plastrów wyciąć, ale wtedy bałbym się o pszczoły - czy sobie poradzą przez zimę? Do obrobienia zostały jeszcze 2 barcie w drzewach, trochę bardziej zasobne, jak oceniam po ostatnim przeglądzie z połowy sierpnia. Na przyszły rok należałoby wyciągnąć kilka wniosków, zakasać rękawy i przygotować kolejne barcie, tym razem w liczbie 10 nowych.

P.S. Krótki film z podbierania miodu można znaleźć tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=NXsfM7jPNxA
 
A zdjęcia dodam jak ogarnę konwersje z RAW na JPG.










wtorek, 19 sierpnia 2014

Pszczółki w telewizji cz. 2



W końcu otrzymałem kopię filmu nagrywanego w połowie czerwca tego roku przez ekipę programu "Prosto z lasu". Materiał opowiada o bartnictwie w Puszczy Augustowskiej, cieszę się że zobaczymy w nim również pana Adama Korzeniewskiego z Nadleśnictwa Augustów oraz Pawła Mikuckiego, który pomaga mi wykonywać i opiekować się barciami. Brakuje w nim tylko Jacka Adamczewskiego z Wigierskiego Parku Narodowego i zobaczylibyśmy wszystkich bartników działających na terenie naszej puszczy. Ponieważ premiera programu na antenach regionalnych TVP odbyła się już w połowie lipca, uważam, że mogę się nim z Wami spokojnie podzielić.





Kadr z filmu "Prosto z lasu" odcinek 10/2014 Nadleśnictwo Augustów i Głęboki Bród  - bartnictwo




niedziela, 3 sierpnia 2014

Ostatnia kłoda bartna Puszczy Augustowskiej

Droga z Augustowa do Lipska została chyba wytyczona linijką, przez prawie 30 kilometrów nie ma żadnego zakrętu. Biegnie ona południowym skrajem Puszczy Augustowskiej praktycznie na całej długości przez lasy. Powiem szczerze, że w południowe rejony puszczy rzadko się zapuszczałem, a i szkoda, bo na południowym wschodzie znajduje się wiele ciekawych miejsc wartych odwiedzenia. Jeśli miniemy zjazd na Lipsk i pojedziemy dalej prosto w stronę granicy państwa, ze wzgórza, na który wspina się droga, zobaczymy na horyzoncie grodzieński kombinat i zarys bloków. Jeśli następnie po kilku kilometrach skręcimy w lewo przejedziemy przez wieś Bartniki. Śladów dawnej profesji, od której nazwę wzięła miejscowość, co prawda nie znajdziemy, ale usłyszymy jak z dumą mieszkańcy opowiadają, że w ich wioskę nigdy nie trafił żaden piorun, bo podobno wieś na źródłach leży. Jadąc dalej drogą na północ przejedziemy przez Leśne Bohatery, gdzie w lutym 1915 roku Niemcy, obsadziwszy puste okopy na przedpolu Twierdzy Grodno, zatrzymali w puszczy, a następnie wzięli do niewoli XX Korpus Rosyjski generała Bułhakowa. 
Następna wioseczka to Wołkuszek. Malownicza, piękna drewniana zabudowa i droga z kocich łbów, która tylko dodaje tej wsi uroku. Rośnie tam stara, ponad 200-letnia lipa, w której z jednego korzenia wyrastają jednakowej grubości trzy pnie. Lipa jest tak dziuplasta, że bywały lata że i 5 pszczelich rodzin w nich osiadało, wtedy to z okolicznych gniazd znikały bociany atakowane i zagryzane przez roje pszczół. W tym roku tylko jeden rój w niej osiadł. Pszczoły wchodzą przez wlot w starym sęku skierowanym prosto do góry. Jak przyjdzie jesień i z lipy opadną liście, deszcze niechybnie zaleją pszczołom gniazdo.
Od Wołkuszka zaczyna się zwarty kompleks leśny Puszczy Augustowskiej. Teraz, jadąc dalej, będziemy co jakiś czas mijać nie wsie a leśne osady,  połączone ze sobą polami. Pierwsza z takich osad to Lubinowo. Tam to od jednego z gospodarzy - pana Henryka D. - dostałem bardzo cenną informację: że nie daleko stąd wisi na drzewie kłoda taka, o jakich mu opowiadałem.

Na obejrzenie i - jeśli to możliwe - ściągnięcie kłody umówiłem się na19 lipca. Z Lubinowa ruszyliśmy leśnymi duktami w kierunku północno-wschodnim. Auto zostawiliśmy przy drodze w miejscu wskazanym przez mojego przewodnika i udaliśmy się w gęsty las pieszo. Po około 300 metrach od drogi, kiedy przez gęste krzaki zaczęła prześwitywać łąka, dotarliśmy na miejsce. Kłoda wisiała na mniej więcej 5 metrach nad ziemią, na sośnie, która niegdyś musiała rosnąć na skraju lasu, jednak z czasem wyrosły obok niej kolejne drzewa. Kłoda oparta była na gałęzi, przewiązana w dwóch miejscach niemieckim drutem kolczastym z okresu II wojny światowej. Na górze mocowanie pękło, co doprowadziło do przechylenia kłody. Drut wrósł już całkowicie w drzewo, tak że spod kory, tam gdzie ją okalał, wystawały tylko gdzieniegdzie końcówki kolców. Zatworu brak, musiał spaść wiele lat temu, bo w okolicy drzewa go również nie znaleźliśmy. Tylna cześć kłody, w miejscu gdzie stykała się ona z drzewem, była kompletnie spróchniała. W środku zostały jeszcze 3 leszczynowe poprzeczki do podtrzymywania plastrów. Aby dotrzeć do pierwszej gałęzi pomagałem sobie leziwem, dalej wspiąłem się po pniu i kolejnych gałęziach. Po przewiązaniu liną leziwa kłody przeciąłem okalający kłodę drut kolczasty - w ten sposób kłoda zawisła na leziwie, a pan Henryk opuścił ją na ziemię. Operacja przebiegła bardzo sprawnie - tak że kłoda nie odniosła żadnego uszczerbku. Teraz musieliśmy ja jakoś przetransportować do drogi, ponieważ podjechanie tam autem było niemożliwe. Zrobiliśmy więc z lin leziwa improwizowane nosze i w ten sposób dostarczyliśmy ją do samochodu. Kłodę zawiozłem do Frącek, stoi pod dachem w nasłonecznionym miejscu. Na jesieni przetransportuję ją do Augustowa, gdzie przez zimowe miesiące wraz z Pawłem Mikuckim zajmiemy się jej renowacją, tak aby na wiosnę mogła znów zawisnąć na swoim miejscu.



Ostatnia kłoda bartna Puszczy Augustowskiej

Drut opasający kłodę u góry pękł  lub pordzewiał, co doprowadziło do jej przechylenia
Jednyna droga na górę prowadziła po gałęziach bezpośrednio pod kłodą


Wiąznaie kłody pętlą zaciskową





Pan Henryk i nasza zdobycz
Część, która dotykała drzewa, była zupełnie spróchniała
Widoczny ubytek w tylnej części kłody
Misja zakończona 

poniedziałek, 14 lipca 2014

Projekt Pszczoła, czyli barcie a prawo polskie

20 maja skorzystałem z możliwości zadania pytań prawnikom z Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, którzy współpracują z Nadleśnictwem Augustów przy realizowanym projekcie "Tradycyjne bartnictwo ratunkiem dzikich pszczół w lasach". Pytania, które nurtowały mnie już od czasu kiedy w ogóle zacząłem myśleć nad  możliwością zajęcia się bartnictwem były następujące: 

1) „Czy zagajnik z rozwieszonymi kłodami i barciami wykonanymi w drzewach jest pasieką w rozumieniu prawa, w tym ustawy o Lasach Państwowych (LP)?” 

2) „Jak w świetle obowiązujących przepisów uregulowana jest kwestia własności barci i kłód bartnych zlokalizowanych na ternie Lasów Państwowych przez osoby fizyczne lub prawne (stowarzyszenia)?”


22 maja dostałem zwrotną informację, że odpowiedź na moje pytania zostanie przygotowana w dniu jutrzejszym. Problem okazał się jednak bardziej wielowątkowy niż pierwotnie przypuszczał zespół prawny i po kilku godzinach przyszedł mail, że odpowiedzi zostaną przygotowane na 28 maja. W owym dniu otrzymałem odpowiedź, a w poniższym linku załączam jej treść

https://drive.google.com/file/d/0B7gueiOdJ675UFhIZUNreVpBZE0/edit?usp=sharing

Zapraszam do zapoznania się z ekspertyzą. Sprawa nie jest bynajmniej prosta, w prawie polskim nie ma nawet definicji pasieki! A skoro nie ma definicji pasieki, to jak Ustawa o Lasach Państwowych może gwarantować swobodę zakładania pasiek na terenie LP, skoro te nie są zdefiniowane? Brak jest definicji barci, kłody bartnej i regulacji na jakich mogły by one powstawać - ale to rzecz raczej oczywista, jak to, że tury w Polsce nie podlegają ochronie prawnej. Kolejne zagadnienie to: czy barć jest ulem, oraz: czy kłoda bartna jest ulem? Jaka jest forma własności barci wykonanej na terenie LP?
Niech mądre głowy myślą nad regulacjami, a my róbmy swoje - czyli kolejne barcie.





czwartek, 10 lipca 2014

Pszczółki w telewizji

Winien jestem przeprosiny osobom, które regularnie tu zaglądają, bo od prawie miesiąca nie było żadnych wpisów. Bynajmniej nie dla tego , że nic się z pszczółkami nie działo, po prostu nie miałem czasu. Postaram się te zaległości nadrobić, zacznijmy od początku. 20 czerwca, w piątek po Bożym Ciele, przyjechała do mnie ekipa programu "Prosto z Lasu" nagrać odcinek poświęcony bartnictwu, a raczej zapaleńcom, którzy na własną rękę starają się wskrzeszać zapomnianą tradycję. Datę wybrałem dość niefortunną, ponieważ dzień wcześniej odbywało się wesele mojego dobrego przyjaciela, na którym oczywiście byłem. Mimo zmęczenia od godziny 9 nagrywaliśmy materiał do programu. Grafik był dość napięty, bo w jeden dzień mieliśmy nagrać materiał z wykonywania kłód, wchodzenia po leziwie, otwierania zasiedlonych barci, rozmowy oraz wciągania przygotowanej wcześniej kłody. Cały ten plan udało się zrealizować i zdjęcia zakończyły się tego samego dnia. Powinno wystarczyć autorom na złożenie 20-minutowego odcinka. Emisja programu odbędzie w przeciągu następnych 2 tygodni na Regionalnych kanałach TVP.

Ekipa telewizyjna przy pracy (autor: K. Hejke)


Dwa dni przed nagrywaniem materiału odezwał się do mnie pan Krzysztof Hejke, pasjonat, który od ponad 5 lat wyprawia się na dawne rubieże Rzeczpospolitej w poszukiwaniu śladów bartnictwa. Pan Krzysztof chciał obejrzeć miejsca, o których pisałem wcześniej na blogu. Ponieważ nie mogłem sam go oprowadzić, przekazałem kilka kontaktów i wskazówek jak tam trafić. Natomiast w piątek towarzyszył nam i ekipie telewizyjnej i zrobił mnóstwo świetnych zdjęć. Kilka z nich prezentuję poniżej. Na początek materiał z wchodzenia na leziwie.


Nagrywamy wspinaczkę na leziwie (autor: K. Hejke)

Wspinaczka odbywa się po pochyłości drzewa po przeciwległej stronie otworu bartnego (autor: K. Hejke)
Po zamontowaniu leżaja i usadowieniu się na ławeczce, obracamy się na stronę drzewa z otworem bartnym (autor: K. Hejke)

Tak przygotowani możemy przystępować do pracy (autor: K. Hejke)


Szczególnie efektownie wyszły zdjęcia pszczółek. Mam nadzieję, że równie dobrze prezentowały się one przed kamerą, ale myślę, że to wszyscy niedługo będą mogli ocenić.

Bartny dąb nad Czarną Hańczą (autor: K. Hejke)


Rój, który osiądzie w barci, musi zagospodarować sobie gniazdo. Zaczyna od budowy plastrów, które powstają w bardzo szybkim tempie. W tydzień po zasiedleniu otwór bartny był zabudowany do połowy wysokości (autor: K. Hejke)

(autor: K. Hejke)

Mogą być lekko pod kątem względem ścian barci jeśli drzewo jest pochylone. Pszczoły budują je zawsze prostopadle do Ziemi.  (autor: K. Hejke)




W prawym dolnym rogu widoczny kawałek węzy, którą zostawiłem w barci przed osadzeniem się roju. Węza została przez pszczoły zrzucona praktycznie w każdej barci (autor: K. Hejke)

I kilka zdjęć mieszkanek kłody w pobliżu dębu.

Widać dokładnie strukturę gniazda, plastry są pobudowane niesymetrycznie - część prostopadle, a cześć równolegle do zatworu (autor: K. Hejke)


Przyjrzyjmy się tej konstrukcji z bliska (autor: K. Hejke)

(autor: K. Hejke)

Portret pszczoły (autor: K. Hejke)